piątek, 26 lutego 2016

Tydzień pierwszy w pigułce:)

Kolejny post i kolejny obszerny. Nadrabiam cały tydzień i chcę już być cały czas na bieżąco :D

... po tak wyczerpującej podróży zasnęłyśmy w mgnieniu oka (tak! nawet ja, która mam odwieczne problemy ze snem).

Dnia następnego (sobota, 20.02.) obudziłyśmy się tuż po 10. W baaaaaaardzo dobrym nastroju zjadłyśmy śniadanie.
Uwielbiamy chodzić! Dlatego nie czekając długo wybrałyśmy się w pierwszą pieszą wycieczkę, a gdzie? oczywiście, że na plażę! Jakżeby inaczej :p
Na pierwszy raz wybrałyśmy plażę najbliżej akademika (ok. 3 km piszę około dlatego, że jeszcze wtedy nie używałam endomondo, po prostu zapomniałam :D) Droga generalnie zajęła nam około 30 min. Najpierw doszłyśmy do mini lasku na górce, a z górki rozciągały się takie piękne widoki!





Kolejnym punktem naszego zwiedzania była już sama plaża jak i port. Wywarł on na nas niemałe wrażenie, jednak jeszcze wtedy nie wiedziałyśmy, że jest to jeden z paru malutkich 'porcików'. W zasadzie dowiedziałyśmy się o tym dopiero, kiedy w środę dotarłyśmy niedaleko portu głównego. Docelowo jeszcze tam nie dotarłyśmy, ale wszystko przed nami :D
Przecież co byśmy robiły przez kolejne 4 miesiące, jakbyśmy wszystko zwiedziły przez pare pierwszych dni :D

Mały port.



Zauważyłam, że w Splicie jest pełno kotów. Naprawdę! O wiele, wiele więcej niż u nas ! ostatnio wracając właśnie z portu przedstawionego powyżej, widziałyśmy aż 8 kotów w jednym miejscu. W ogóle była to dość komiczna sytuacja. Szłyśmy i mówię do Asi ' Asia, popatrz, dwa koty, jakie łądne !', za chwilę ' o 3 koty, 4....7, 8 kotów ' tak, udało nam się naliczyć 8 kotów w jednym miejscu. Chorwackie koty muszą chyba być bardzo towarzyskie !:D Nie było dnia, żebyśmy przez ten tydzień nie zobaczyły chociaż paru kotów haha :D



Tu akurat są 2( w razie jakby ktoś szukał 8 :p)


Jeżeli już jestem przy pisaniu śmiesznych sytuacji, to opiszę Wam dwie kolejne, dość zabawne ( oczywiście o wiele bardziej śmieszne dla nas, bo same to przeżyłyśmy, a jednak czytanie a doświadczenie to dwie inne rzeczy). 

#1
W sobotę (20.02) noc po przyjeździe zrobiłyśmy sobie pierwszą, pieszą wycieczkę. Była to wycieczka wspomniana powyżej. Nastał wieczór, poszłyśmy do sklepu (info o sklepach, cenach itp w osobnym poście), zrobiłyśmy zakupy itp. Kiedy wracałyśmy było już ciemno. Był to nasz pierwszy dzień zwiedzania, więc też jeszcze wtedy nie znałyśmy okolicy. Chciałyśmy iść jakimiś skrótami i po prostu nie tą górką którą chodziłyśmy 'zawsze'. Poszłyśmy więc z drugiej strony akademika, trochę pod górkę, później po schodach w dół i dotarłyśmy do schodów, którymi generalnie można wejść na parking akademika. Jednak nas od schodów oddzielał parometrowy płot. Miałyśmy opcję albo się wrócić (naokoło) albo na skróty zejść z około półtorametrowego murka na dół i skrócić sobie drogę o połowę. Postanowiłyśmy zejść. Ja schodziłam pierwsza, zaraz za mną Asia. Już wcześniej zauważyłyśmy chłopaka schodzącego po schodach (tak jak my wcześniej), pomyślałam, że też nie wie, że nie ma przejścia i albo się cofnie albo zeskoczy jak my. Asia już przymierzała się do skoku kiedy wykrzyknęłam ' STÓJ ', z przerażaniem popatrzyła na mnie a ja wybuchnęłam głośnym śmiechem, kiedy się odwróciła też zaniosła się śmiechem. Chłopak dziwnie na nas popatrzył, ale szedł dalej. Co się okazało ? W PŁOCIE BYŁA FURTKA, KTÓRĄ MOŻNA BYŁO DOSTAĆ SIĘ BEZPOŚREDNIO NA SCHODY. My nie znając terenu + fakt, ze było ciemno, nie zauważyłyśmy po prostu jej. Śmiechu było co niemiara.



#2
Od samego początku narzekałyśmy na brak lodówki (chociaż mi wydawało się, że chłopacy, mówili, że lodówka była!). Przez pierwsze dni za lodówkę służył nam parapet. Kiedy w piątek tydzień temu zaznajamiałyśmy się z pokojem, też nigdzie jej nie znalazłyśmy (specjalnie też jej nie szukałyśmy). Pare dni później, siedząc wieczorem na łóżkach usłyszałam dźwięk jakby 'włączającej się lodówki'. Popatrzyłam na Asię i powiedziałam ' Dżoana, czy my mamy lodówkę ', popatrzyła na mnie a ja na szafkę, do której wcześniej nie zaglądałyśmy (myślałam, że to szafka, którą zagospodarowała sobie Asia). Od razu wstałam, otwarłam, i co się okazało ? ŻE ZNAJDOWAŁA SIĘ TAM MAŁA LODÓWECZKA. Oczywiście wybuchnęłyśmy śmiechem. 

Jak widzicie, póki co pobyt tutaj przemija nam z wiecznym uśmiechem na twarzy. 

Pomimo tego, że zajęcia zaczynamy 29.02 w poniedziałek (22.02) wybrałyśmy się na uczelnię, żeby przywitać się z naszą koordynatorką i pozałatwiać formalności.
Pani Martina przywitała nas bardzo ciepło, od samego początku wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Dostałyśmy 'pakiet powitalny' w którym mogłyśmy znaleźć mapki, informacje o Splicie, informacje o uczelni itp. Przedstawiła nam jak mogą wyglądać nasze zajęcia:
* z chorwackimi studentami po Chorwacku z tym, że materiały miałybyśmy wydrukowane w j. angielskim, a po wykładzie jak byśmy czegoś nie rozumiały, to mogłybyśmy dopytać,
* indywidualne konsultacje po angielsku (raz, dwa razy w tygodniu),
* mieszane - niektóre przedmioty w wersji pierwszej a niektóre w wersji drugiej.



Póki co jesteśmy bardziej skłonne do wyboru wersji mieszanej, chcemy zobaczyć jak wyglądają prawdziwe wykłady tutaj, jednak konsultacje też są nam potrzebne, ponieważ z wszystkich 6 przedmiotów dwa są trudniejsze. Na szczęście na podjęcie decyzji mamy jeszcze czas.






W środę (24.02) wybrałyśmy się na kolejną pieszą wycieczkę. Tym razem dotarłyśmy w pobliże Pałacu Dioklecjana. (Zwiedzanie pałacu jeszcze przed nami). Tam również zastałyśmy piękne widoki. Tym miejscem, również zajmę się w kolejnych postach, ponieważ uważam, że to miejsce jest godne głębszego przeanalizowania. Teraz przedstawiam tylko zapowiedź:)







W zasadzie to już wszystko, post i tak już jest długi a myślę, że wszystko co warte jest zapamiętania i pokazania, już opisałam.




do następnego!
Katie














środa, 24 lutego 2016

Wszystko się zaczęło...

Doleciałyśmy.
Zaczęło się od wyjazdu z naszego rodzinnego Leszna około 4:15, do Warszawy dotarliśmy coś trochę po 8:00, aż tak bardzo się nie cieszyłam dlatego, że wiedziałam ile zostało nam godzin do odlotu. Z Warszawy wyleciałyśmy o 11:15, z Zagrzebia o 14.35. W samym Zagrzebiu trochę zamieszania, ale wtedy nawet nie zdawałyśmy sobie sprawy, że najgorsze (patrząc z perspektywy czasu -najśmieszniejsze i najbardziej emocjonujące) jeszcze przed nami. W samym Splicie byłyśmy chwilę przed 16:00.
To tak pokrótce dlatego, że tak naprawdę dopiero teraz zaczyna się cała historia :D
Jeszcze w Polsce nasza 'Erasmusowa' koordynatorka podała nam rozkład jazdy autobusów, którymi możemy dojechać z lotniska do akademika, Okej, Po przylocie poszłyśmy na przystanek, po krótkim oczekiwaniu zobaczyłyśmy nadjeżdżający autobus 37, miałyśmy rozkład m. in. właśnie na ten, więc miałyśmy zamiar wsiąść właśnie w ten. Kiedy autobus się zatrzymał weszłam do środka aby zapytać się kierowcy, czy na pewno zawiezie nas pod akademik. Okazało się, że Pan kierowca w ogóle nie miał pojęcia gdzie znajduje się ulica, na którą miałyśmy się dostać, ale powiedział, że może zawieźć nas do miasta. Wyszłam do Asi (mojej towarzyszki) i zapytałam się czy jedziemy, wspólnie stwierdziłyśmy, że tak, więc wsadziłyśmy do autobusu wszystkie bagaże i pojechałyśmy. Nie miałyśmy zielonego pojęcia gdzie wysiąść, jechałyśmy i jechałyśmy, aż w końcu kierowca w centrum miasta oznajmił, że musimy wysiąść. Tak zrobiłyśmy. Same, w środku dużego miasta stałyśmy na przystanku autobusowym kompletnie nie wiedząc w którą stronę iść.
Była już godzina około 17:00 pomimo, że tu w Chorwacji zmierzch zapada później niż w Polsce zaczynałyśmy się obawiać, że zrobi się ciemno, zanim dotrzemy do akademika. W rezultacie okazało się, że ciemno i tak się zrobiło. Kontynuując; nie tracąc czasu postanowiłyśmy iść w poszukiwaniu wifi aby poprzez mapę w telefonie znaleźć drogę do akademika, jednak i ten pomysł odszedł do lamusa, gdyż nigdzie nie było wifi bez hasła. Trzeba było główkować dalej. W oddali zauważyłam komisariat policji, pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to aby zapytać policję o drogę do akademika. Podeszłyśmy pod komisariat i zapytałyśmy pierwszego policjanta którego zobaczyłyśmy. Jak jednak się okazało, nie wiedział, aczkolwiek bardziej jego odpowiedź wskazywała na to, że chciał nas tylko zbyć, odszedł. Powoli zmęczone długą podróżą postanowiłyśmy się usiąść i pomyśleć, co dalej. Doszłyśmy do wniosku, że nie ma sensu marnować czasu, więc wstałyśmy i udałyśmy się w przypadkową stronę. W pewnym momencie przypomniało nam się, że mijałyśmy kiosk a co za tym idzie, bardzo prawdopodobnym było to, że znajdziemy tam mapę (którą i tak miałyśmy zamiar kupić, jednak nie zdawałyśmy sobie sprawy, że tak szybko będzie nam potrzebna :p). Ku naszej uciesze, po chwili mapę miałyśmy już w rękach.  Aby na spokojnie znaleźć drogę na mapie, udałyśmy się na najbliższy przystanek autobusowy. Poszukując drogi na mapie kątem oka zauważyłyśmy nadchodzącego człowieka, od razu podeszłam i zapytałam czy kojarzy gdzie znajduje się ulica Cvite Fiskovica, odpowiedział, że tak i po pół angielsku, pół chorwacku z elementami języka 'migowego' wskazał mniej więcej drogę (ten człowiek dziwnie się zachowywał, tak jakby był pod wpływem jakichś środków odurzających :p) Szłyśmy, szłyśmy i szłyśmy... Kilometry narastały, coraz bardziej się ściemniało a my nadal nie miałyśmy pojęcia gdzie jesteśmy i dokąd iść. Stanęłyśmy z zamiarem zapytania kolejnej osoby o drogę. W naszą stronę szedł młody chłopak i to właśnie jego postanowiłam zapytać o drogę, Zaraz za nim, szło dwóch bezdomnych (przynajmniej na takich wyglądali), niestety również i Oni zatrzymali się, aby nam pomóc. Wbrew pozorom, to właśnie Oni najbardziej nam pomogli. Wskazali drogę, jednak nie całą, ponieważ okazało się, że z miejsca w którym aktualnie się znajdowałyśmy do akademika była spoooooora droga. Od tego czasu wspomagałyśmy się jedynie mapą, dlatego, że nieraz pytając o drogę nikt nie potrafił nam pomóc. Nieraz musiałyśmy się cofać, bo okazywało się, że na przykład skręciłyśmy za wcześnie itp. Po drodze wyszło jeszcze parę śmiesznych sytuacji, np. zaczęłyśmy się bardzo, ale to bardzo cieszyć, że po paru godzinach w końcu znalazłyśmy akademik... okazało się jednak, że jest to jakieś centrum sportowe, z perspektyw czasu jest to śmieszne, ale w danej chwili nie było :D Po jakimś czasie idąc trochę w ciemno, wiedziałyśmy już, że jesteśmy na ulicy, na której powinien być akademik. Było ciemno, my w Splicie pierwszy raz, oglądałyśmy się dookoła, jednak nigdzie go nie widziałyśmy. Niemalże zrezygnowane (niemalże, bo ja nigdy się nie poddaję :P) zapytałąm przechodzącą dziewczynę o drogę, ku mojemu zdziwieniu Ona pokazała nam drogę... znów szłyśmy i szłyśmy i doszłyśmy, przynajmniej tak nam się wydawało wtedy... Ujrzałyśmy na wielkim budynku napis ' ucenski dom ', no to dlaczego miałybyśmy nie pomyśleć, że jesteśmy  ' w domu ' :D... Kiedy podeszłyśmy pod budynek, byłyśmy przekonane, że to nie jest ten obiekt ze zdjęć, kolejny raz rozczarowane.... Wtedy już nie miałyśmy ochoty bawić się w poszukiwaczy ( Split to same górki, schodzenie w dół, wchodzenie pod górę, schody itp, a my miałyśmy ciężki bagaż - każda po 28 kg, ręce nam odpadały). Przy tym 'innym' akademiku, było dużo młodych ludzi, dlatego czując, że jesteśmy blisko postanowiłam podejść do siedzącej dziewczyny i zapytać gdzie znajduje się nasz akademik. Nie wiedziała, jednak chłopak siedzący koło Niej włączył się do rozmowy i powiedział, że może sprawdzić drogę na googlach maps. Okazało się, że dzieli nas od celu ok. 50 schodów. Pierwszy raz czułam w jednym momencie szczęście i załamanie :D Naprawdę nie miałam już siły wnosić 28 kg po kolejnych schodach... jednak nie było wyjścia, nie poddając się szłam w górę a zaraz za mną Asia. W końcu ujrzałyśmy go... nasz akademik, wtedy już wiedziałyśmy, że to na pewno ten. Doszłyśmy pod budynek i okazało się, że jest jeszcze jeden problem.... a problemem było wejście pod górkę, przede wszystkim dziwne wejście, nie będę tego opisywać, tylko pokażę w zdjęciu dlatego, że tego nie da się opisać słowami :D Po dość niedługim czasie udało nam się wejść, to też było nie lada wyzwanie po tak ciężkim dniu.Nastała godzina 21:00. Później wszystko było już z górki :D!

Jak widać, łatwo nie było :D Szukanie akademika po mieście którego kompletnie się nie zna przez 5h... nie lada wyzwanie :P Po Asi było widać małe zrezygnowanie, jednak ja wychodzę z założenia, że nie należy się poddawać! To też mówiłam Jej, dlatego tworząc mały team, dałyśmy radę !!! :D
Jestem z nas dumna :D !
Trochę zwlekałam z napisaniem tego posta, wiedziałam, że będzie bardzo długi i czasochłonny, (+ to, że nie mamy jeszcze internetu w pokoju) jednak z pomocą Asi udało mi się w końcu go napisać :D


Split z samolotu (na moje szczęście siedziałam koło śmigła :/)


Górka, która nas zaskoczyła na koniec :p

Z Asią, już odpoczywając w akademiku :D





do następnego!
Katie