niedziela, 27 marca 2016

Wielki tydzień, nieodpowiedzialność kierowców!

Hejo !

W poniedziałek (21.03) jak wszyscy dobrze wiemy, witaliśmy wiosnę, a jak witałam ją ja? Szaruga za oknem i okropny deszcz! Niedziela była piękna, ale poniedziałek? p r z e o k r o p n y. Jak zresztą kolejne 3 dni...
Poniedziałek był również dniem przywitań na naszej uczelni. Polegało to na tym, że każde państwo przygotowało krótką prezentację na temat rodzimej uczelni, miasta itp. Miało to na celu poznanie sie wszystkich z wymiany jak i przedstawienie informacji potencjalnym, przyszłym studentom ze Splitu, którzy mieliby wyjechać do którejś z partnerskich uczelni. U nas wygląda mniej więcej to tak; 1 osoba z Niemiec, 3 osoby z Litwy, 1 osoba z Czech i 4 osoby z Polski. Z tym, że trochę jest to skomplikowane dlatego, że typowo z Polski jestem ja i Asia. Jest także jeszcze jeden chłopak i dziewczyna. Jednak dziewczyna na studia do Polski przyjechała z Ukrainy a chłopak z Syrii. Dodam jeszcze, że są z Uniwersytetu Wrocławskiego. Całe spotkanie było dość krótkie, wszyscy szybko powiedzieli co mieli do powiedzenia po czym się rozeszliśmy.
Zapomniałam o jednej rzeczy, która generalnie jest godna wspomnienia.
W poniedziałek, kiedy szłyśmy na uczelnię, na jednym z przejść dla pieszych doszło do incydentu, nieprzyjemnego dla nas. Na szczęście mogę napisać do incydentu a nie do wypadku...
Byłyśmy przy przejściu dla pieszych, nic nadzwyczajnego. To, że ruch w Splicie jest wzmożony i że sytuacje typu ' mamy zielone ale auta jadą ' są na porządku dziennym. Gdyby nie to, że światła i znaki drogowe fizycznie są, to pomyślałabym, że nie ma tu zasad ruchu drogowego. Ludzie jeżdżą strasznie agresywnie, jeżeli chcą zawrócić to po prostu przejeżdżają przez przejścia dla pieszych, zdarza się że jadą z 5-10 m po chodniku, tak samo z motorami czy skuterami (chociaż w ich przypadku to nie 5 czy 10 m) no w ogóle nie do pomyślenia w Polsce. Parkowanie wygląda tu tak, jakby piesi w ogóle nie istnieli :

Przejście dla pieszych...


Chodniki...
Do rzeczy; pasy po których poruszały się samochody były 4. Jeden kierowca zatrzymał się na wewnętrznym pasie, jednak jeszcze nie przeszłyśmy dlatego, że nadjeżdżał samochód na pasie zewnętrznym, jednak na końcu i ten się zatrzymał. Dodam, że pasy były na górce (przypominam, że Split to same górki, pagórki i wzgórza). Kiedy z lewej strony samochody nas przepuszczały z prawej strony nic nie jechało. Przechodzimy, Byłyśmy w połowie pasów i zobaczyłyśmy z prawej strony nadjeżdżający z 'prędkością światła' samochód (z tych dwóch pasów był to pas zewnętrzny, dodam, że tego dnia padało więc było ślisko). Przejście dla pieszych było dość 'długie' a samochód pojawiał się coraz bliżej.

Asia była parę kroków przede mną, więc zaczęła biec na chodnik a zaraz za Nią jakaś kobieta. Ja byłam parę kroków dalej. Samochód hamował (wszystko działo się w ułamkach sekund, jednak nie idzie tego równo opisać) wpadł w poślizg, hamując nadal jechał. Generalnie nie wiedziałam co robić.... Stać, biec na chodnik czy biec wzdłuż ulicy... Zrobiłam to ostatnie. Dlaczego? Dlatego, że nie wiedziałam czy samochód zatrzyma się na pasach, przed nimi czy może w ogóle odbije się i poślizga się w inną stronę. Dlatego najrozsądniejszym wydawało mi się iść po prostu biec tak, żeby samochód był już za mną a nie przede mną. Na końcu auto się zatrzymało i jak na zderzenie zawieszenia z wysokim krawężnikiem był dość głośny huk. Wiecie kto prowadził i dlaczego prawdopodobnie się stało ? Młoda dziewczyna z telefonem w ręce a na miejscu pasażera koleżanka... Brak słów po prostu. Po zatrzymaniu się było widać, że bardzo się przestraszyła, jednak wiecie co? ani trochę nie było mi jej żal... kompletna bezmyślność, głupota i nieodpowiedzialność. Po prostu nie mogę patrzeć na to jak ktoś prowadzi auto i używa telefonu, już nie wspominając o prędkości jazdy... Jeżeli chodzi o tą historię to by było na tyle, bo po prostu szkoda słów.

Wtorek (22.03) drugie zajęcia z Włoskiego. Padało wtedy jak z cebra. Dlatego też wyszłyśmy z 10 min później ze świadomością, że się spóźnimy. Co okazało się na miejscu ? Ze się nie spóźniłyśmy a byłyśmy nawet 20 min. za wcześnie. Dlaczego? Dlatego, że w planie miałyśmy 11:15 a profesorica powiedziała nam, że zajęcia zaczynają się o 11:45 także wbrew naszym obawom nie spóźniłyśmy się. Włoski skończył się o 13:15, następne konsultacje z zarządzania miałyśmy o 16:45. Przerwy było coś ponad 5 h, więc po prostu poszłyśmy do akademika, pozałatwiać różne sprawy itp. Wieczorem poszłyśmy na zarządzanie, tak bardzo nam się nie chciało... Jednak wypadało iść, skoro miałyśmy być tylko dwie. 45 min. bardzo szybko minęło...
Wiecie co mi się bardzo tutaj podoba ? Mianowicie to, że Chorwci mają naprawdę luźne podejście do życia, dla nas często aż za bardzo. Jednak skupiając się na stronach pozytywnych mówię tutaj o sytuacji z jaką spotykamy się często. Własnie na przykład ostatnio po zarządzaniu, profesor z nami rozmawiał, pytał jak nam się tu podoba, co robimy, gdzie byłyśmy jak dotąd, czy byłyśmy w tym a w tym miejscu, opowiadał gdzie On był i co mu się podobało. Takie to ludzkie, normalne... Tak samo jak ostatnio jeden profesor z nami rozmawiał na temat tego, że widzi zmianę po naszych twarzach, miał na myśli, że się opaliłyśmy :D Byłyśmy w małym szoku, dlatego, że nie wyobrażam sobie za bardzo takiej sytuacji w PL. Oczywiście składają się na to inne sytuacje, jednak jakbym miała tutaj opisywać wszystko ze szczegółami to ta notka byłaby już książką a nie blogiem :D
Ulubione słowo Chorwatów ? : P O M A L U

Środa (23.03) była dniem chyba najbardziej zwariowanym ! Dla wszystkich. W ten dzień miałyśmy mieć zarządzanie, i dwa angielskie, gdzie jeden zaczynał się w trakcie pierwszego :D nie mam pytań... Zarządzania nie było, prof Mario Buble przyszedł do nas i oświadczył, iż dzisiaj nie ma dla nas czasu i zajęcia się kolejny raz nie odbędą, wyśle nam prezentacje na meila i tyle. Tego dnia miałyśmy też parę spraw do Martiny (erasmusowej koordynatorki) byłyśmy u Niej z 3 razy w ciągu godziny, przesada haha :D Po oświadczeniu, że zarządzania nie będzie, czekałyśmy na angielski. Coś było nie tak, ponieważ pierwszy angielski się nie zaczął, czekałyśmy na drugi, ale z sali jedynie co chwilę wychodziły osoby a nie wchodziły. Czekając już tyle czasu postanowiłyśmy iść do prof zapytać się o co chodzi i co z tym angielskim... Powiedziała, że nie wie ale że wie gdzie jest osoba, która powinna wiedzieć. Wyszła... i co usłyszałyśmy w oddali ? 'Martina' zaczęłyśmy się śmiać... przecież ta kobieta nie będzie chciała nas oglądać przez kolejny tydzień, śmiałyśmy się, mówiąc. Wróciły obydwie, żartobliwie powiedziałam 'znowu my'. Przechodząc do sedna, Martina sprawdziła i okazało się, że od rana był jakiś gość który miał swoje wykłady i cały plan uległ zmianie, przez to nie miałyśmy żadnych zajęć. Martina przepraszała ze 100 razy i powiedziała, że dzisiaj chyba wszyscy mają zakręcony dzień... Także moi drodzy, w tym tygodniu z zajęć miałyśmy tylko włoski. W czwartek miałyśmy odrabiać marketing, jednak okazało się, że i ten został odwołany. Cały dzień miałyśmy dla siebie.

W piątek (25.03) byłyśmy na małych przedświątecznych zakupach, kupiłyśmy m.in taki chleb :D




 Wieczorem, po godzinie 18:00 wybrałyśmy się na spacer. W efekcie wyszło nieco ponad 13 km :D dla nas to takie normalne. Ja osobiście uwielbiam chodzić :D


Odkryłyśmy nową plażę, generalnie byłyśmy w miejscach których wcześniej nie odwiedzałyśmy, już planujemy następne wyjścia,więc pozytywnie :D

Sobota (26.03), wczoraj - wieczorem najpierw udałyśmy się do sklepu z Karin a później przyszłyśmy do naszego pokoju i włączyłyśmy film, także na spokojnie bardzo :)

Dzisiaj (niedziela, 27.03) Wielkanoc, której nie obchodziłyśmy, no może poza podzieleniem się jajkiem (kinder niespodzianką :D)... Na 14:00 byłyśmy umówione z Karin, że idziemy na plażę no i w ogóle też trochę pochodzić.

Wecie... leżałam na plaży z zamkniętymi oczami, byłyśmy tam może już z 2 godziny. Przez ostatnie pare godzin  idąc z uśmiechem na twarzy patrzyłam cały czas na to co mnie otacza...później leżałam na plaży z zamkniętymi oczami może z 20 minut, kiedy otwarłam po tym czasie wiecie co zobaczyłam?





Pięknie, prawda ?


Do następnego!

Katie

czwartek, 24 marca 2016

To już miesiąc ! NAKRĘCIŁYŚMY VIDEO! Wycieczka na Hvar!

Cześć !

Tak, tak, sama nie mogę w to uwierzyć ! Tydzień temu stuknął nam miesiąc odkąd jesteśmy w Chorwacji ! Czy ktoś mi może powiedzieć kiedy to minęło :o ! Nie mogę w to uwierzyć jak czas szybko leci !!

Z jednej strony minął AŻ miesiąc, z drugiej strony patrząc ile jeszcze mi zostało do wyjazdu to dopiero miesiąc! Co mnie niezmiernie cieszy, bo tak naprawdę to dopiero teraz pogoda się rozkręca! Aktualnie można już chodzić na krótki rękaw, jednak w cieniu kiedy zawieje nie ukrywam, że jest zimno :D Piszę to przede wszystkim dlatego, że wszyscy którzy śledzą mnie tutaj lub na snapie myślą, że mam tu nie wiadomo jakie tropiki... a tak naprawdę wcześniej były tylko pojedyncze dni kiedy było naprawdę ciepło. W każdym razie, czy jest ciepło czy zimno, nie chciałabym jeszcze wyjeżdżać, czuję, że nie skorzystałam jeszcze w 100% i że wszystko jeszcze przede mną :D

W ostatnim poście skończyłam na czwartku, także chcę wrócić jeszcze do piątku. W piątek wszyscy z Erasmusa spotkaliśmy się na bowlingu. Nigdy nie przepadałam za tym sportem, no ale jak integracja to integracja :D Muszę przyznać, że sala miała bardzo fajny klimat. Preferuję to niż kluby, puby czy dyskoteki. Latem mają być imprezy na plaży, już nie możemy się ich z Asią doczekać, na takie na 100% się wybierzemy :D No i na resztę imprez na świeżym powietrzu :D





W sobotę odbył się przełożony z zeszłego tygodnia piknik. Wszyscy mieliśmy spotkać się tam, gdzie ostatnio kończyła się gra miejska, więc na jakby I etapie Marjan Hill. Ekipa z akademika miała iść razem. Zeszłyśmy z Asią o umówionej godzinie jednak nikogo nie było, postanowiłysmy więc dojść same. Coby tradycji było za dość, nie znalazłyśmy wejścia na Marjan Hill tylko oczywiście nadrobiłyśmy 6 km. Generalnie chodziłyśmy po wzgórzu, przy prywatnych posesjach a nawet wchodziłyśmy na niektóre z nich, po prostu nie wyglądało to jak czyjaś posesja, więc wchodziłyśmy :D Miły starszy Pan pokazywał nam drogę (tłumacząc po niemiecku), później drugi po angielsku. W rezultacie nic nie wiedziałysmy, postanowiłyśmy po prostu zejść do miasta i spróbować jeszcze raz. Schodząc, okazało się że pierwsze schody na wzgórze po prostu minęłyśmy...Wcześniej byłyśmy tam tylko raz, więc możemy sobie wybaczyć :p Po czasie było już ponad pół godziny, wiec nawet nie liczyłyśmy, że w miejscu planowanego spotkania kogoś zastaniemy. Jednak postanowiłyśmy iść i dojść same na sam szczyt wzgórza. Doszłyśmy, okazało się, że ekipa z akademika nie wyszła zanim my zeszłyśmy, tylko okazało się, że to my byłyśmy zbyt punktualne i po prostu jeszcze nikogo nie było, jak zawsze dopisało nam nasze (nie)szczęście :D



Po zdjęciu załączonym powyżej widać jak ciepło było w miejscu w którym mieliśmy się spotkać, jednak około 400 schodów wyżej pogoda miała się nieco inaczej. Wiało tak, że miałam i bluzę i kurtkę. Nie do wiary, godzina różnicy a pogoda całkiem inna. jak zeszliśmy, oczywiście nadal było ciepło :D

Niedziela w zasadzie była leniwa, późno wstałyśmy, przeszłyśmy się do największej galerii w Splicie a później spotkałyśmy się z chłopakami z Kolumbii i Słowenii, dzień na tym w zasadzie się skończył.
Od poniedziałku zaczęłyśmy zajęcia, nic nadzwyczajnego. Przyzwyczaiłam już się do zajęć w j. angielskim, nawet już mi szkoda, że jak wrócę to zajęcia będą w j. polskim.
W ubiegłym tygodniu zaczęłyśmy również j. włoski. Bardzo ciekawe doświadczenie uczyć się j. włoskiego z j. angielskiego :D

W czwartek, postanowiłyśmy (ja, Asia i Karin) już nie tracić więcej słonecznych dni wyłącznie na chodzenie po mieście, wybrałyśmy się na plażę! Było świetnie, pogoda przepiękna! Udało nam się nawet pomoczyć nogi :)





W zasadzie do soboty nic nadzwyczajnego się nie działo... Wykłady, siłownia w ramach WF, wizyta w centrum handlowym, rekreacyjnie zajęcia na sali w akademiku. Miała być siatkówka jednak na końcu wyszło tak, że chłopacy grali w piłkę nożną na sali a ja z Asią ćwiczyłyśmy co pamiętamy z podstaw akrobatyki z I roku studiów :D

Sobota (19,03) tutaj już mogę więcej napisać! Ten dzień zaczęłam o 4.25 (a.m.), a dlaczego ?
W końcu wybrałyśmy się z Asia nakręcić długo wyczekiwany filmik :D Z akademika wyszłyśmy około 5.00. Na ulicach nie było prawie nikogo, jak na tą godzinę - było dość ciepło (z 10 stopni). KOCHAM CIĘ CHORWACJO ZA POGODĘ (pomimo tego, ze ostatnie 3 dni padało:D).
Cały filmik nakręcany był generalnie na Marjan Hill, końcowa część jedynie na Rivie. Wiele osób, które już widziały ten filmik (podlinkuję niżej) martwiły się o to, że część nagrania została zrobiona na poręczy. Tutaj małe sprostowanie. Pierwotnie nie miałam zamiaru tam stawać. Jednak w trakcie nakręcania stwierdziłyśmy z Asią, że mogę spróbować (był to mój pomysł). Z góry powiedziałam Asi, że wejdę tam z Jej pomocą i jeżeli nie będę czuła się pewnie to po prostu zejdę. UWAGA! Nie lubię robić czegoś nieodpowiedzialnego i wbrew sobie, dlatego uwierzcie mi, że gdybym choć trochę poczuła strach bądź czułabym się niepewnie na pewno bym tego nie zrobiła, wszystko w granicach rozsądku! Dlatego uważam, że jeżeli czułam się pewnie, nie bałam się i nie widziałam większego zagrożenia to po prostu nie było przeciwwskazań do tego, aby nakręcić tą scenę. Myślę, że zagrożenie było takie same jak możliwość zatonięcia promu którym płynęliśmy w niedzielę na wyspę Hvar czy jakiekolwiek inne zdarzenie losowe. Dowód ? Dotarłyśmy na końcu na sam szczyt Marjan Hill, tam było już naprawdę wysoko, poręcz była o wiele, powtarzam wiele szersza niż ta na poprzednia, a jednak tam nie zdecydowałam się nawet spróbować wejść, bo po prostu się bałam i wiem, że byłoby to nieodpowiedzialne. Nie bójcie się! Już 21 lat żyję na tym świecie i jeszcze sama sobie nigdy większej krzywdy nie wyrządziłam:)
Wyzwanie VIDEO zostało zakończone pozytywnie! Asia wcześniej nie miała nic wspólnego z nakręcaniem, jednak pare moich wskazówek + Jej własna intuicja, i co ? Myślę, że stworzyłyśmy coś naprawdę fajnego! Kocham takie pamiątki, kocham zdjęcia i kocham te video <3 ASIA bardzo, ale to bardzo po raz 100000000 Ci dziękuję, że zechciałaś poświęcić się i wstać tak wcześnie, przejść się te pare dobrych kilometrów ! <3
Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, filmik montowałam naprawdę krótko! O wiele krócej niż poprzedni-urodzinowy. Ten zajął mi może z 3 godzinki.... Jeżeli chodzi o sobotę to by było na tyle. Myślę, że nie ma sensu żebym tu wypisywała informacje typu: byłyśmy na obiedzie, siedziałyśmy trochę przy laptopach, poszłyśmy na kawę... przecież nie o to chodzi :D
Przejdę teraz do niedzieli (20.03), tutaj już bardziej ciekawie. Niedziela była dniem wycieczki na wspomnianą wcześniej wyspę Hvar.
Dzień zaczęłyśmy około 6:30(a.m.). Prom miałyśmy na 8:30, dojście do portu zajmuje nam około 45-50 min. Wyszłyśmy (ja, Asia, Nikola) trochę później niż zamierzałyśmy, jednak zdążyłyśmy i to nie na ostatnią chwilę :D Na miejscu czekał na nas Simon (chłopak z Słowenii).
8:30 weszliśmy na pokład, był to pierwszy nasz rejs w życiu (kiedyś pływałam tylko jakimś stateczkiem po Wrocławiu). Bardzo mi się podobało, jednak było zbyt wietrznie żeby siedzieć na zewnątrz.












Rejs trwał około 2 godzin. Kiedy już wysiedliśmy szliśmy po prostu przed siebie. Nikt z nas wcześniej tam nie był, więc nie pozostało nam nic innego jak odkrywać!
Na początku wybraliśmy się na brzeg morza, odpocząć. Wiem, dziwnie to brzmi, wysiedliśmy i już poszliśmy odpoczywać. Jednak z portu w Hvar do tego konkretnego kawałka brzegu było parę ładnych kilometrów. Chillowaliśmy około godziny, było mi dane nawet pomoczyć nogi, pomimo, że woda była dość chłodna.



Następnym punktem wycieczki były góry. Postanowiliśmy iść przed siebie i gdzieś dojść :D tak też się stało :D Na początku Simon zapytał się, czy idziemy krótszą trasą czy dłuższą. Jednogłośnie wybraliśmy krótszą... czego większość w trakcie żałowała. Krótsza 'trasa' prowadziła przez zarośla, krzaki,kamienie, głazy; generalnie po prostu poza ścieżką (a tyle razy się mówi o tym, że nie powinno schodzić się z trasy...:D) Biedna Asia miała tego dnia założoną sukienkę. Było to w niedzielę, dzisiaj mamy czwartek a jej nogi nie wyglądają dobrze :D ja miałam na szczęście długie spodnie z dziurami na kolanach, krzaki to wykorzystały, ponieważ i ja do dzisiaj mam szramę na kolanie :D Czy żałuję? ani przez chwilę nie żałowałam... Osobiście uważam, że zawsze powinniśmy wybierać te dłuższe, cięższe drogi w życiu, począwszy od zwykłego wejścia na wzgórze po życiowe drogi które będą rzutowały na resztę naszego życia. Btw takie wydarzenia pamięta się do końca życia! No właśnie, jeszcze nie wspomniałam, że na drodze napotkaliśmy w tych krzaczkach z 3 węże w sumie. Doszliśmy! Na górze znajdował się mały budyneczek z sakralnymi rzeczami oraz rozpościerał się piękny widok! było wart, definitywnie było warto! 


W razie jakby nie wszyscy wiedzieli, istnieje możliwość kliknięcia na zdjęcie w celu powiększenia, przy zdjęciu panoramicznym - wskazane :D










EKIPA

Kiedy zaopatrzyliśmy się w pamiątki, zeszliśmy na dół, jednak już normalnym zejściem :D Wtedy pozwiedzaliśmy główną atrakcję, którą było stare miasto.




Ze zdjęć starych kamienic itp. w sumie było by na tyle, gdzieś mi poginęły :( Do Splitu dopłyneliśmy około 20:00. I tak skończył się dzień.
Poniżej jeszcze pare zdjęć ogólnie z tygodnia.















Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na tą notkę, jednak tyle zaczęło się u nas dziać, że nawet nie wiemy kiedy zleciał ten pierwszy miesiąc... na nawet już 5 tygodni. Kończę na niedzieli, jutro jak tylko wstanę napiszę kolejną notkę, coby być na bieżąco:) Wstawię prawdopodobnie na koniec weekendu.
NA KONIEC ZAPRASZAM DO OGLĄDANIA DO FILMIKU O KTÓRYM WSPOMINAŁAM
polecam wejść w you tube i oglądnąć na większym ekranie :)




Postanowiłam zmienić trochę sposób prowadzenia tego swego rodzaju 'pamiętnika' jak i przekazu informacji dla Was, jednak wszystkiego dowiecie się wkrótce:)!

do następnego,

Katie



sobota, 12 marca 2016

Wykłady, zajęcia... czyli schedule.

Witam wszystkich bardzo serdecznie!

Dzisiaj opowiem trochę o studiowaniu, w końcu tak naprawdę po to tu przyjechałam, choć przez 3 tygodnie pobytu tutaj jeszcze za bardzo tego nie odczułam :D.
Na początku należy wspomnieć, że Aspira to dosłownie malusieńka uczelnia, mieści się w niej może w sumie z 6 sal :D Także leszczyńska to kolos w porównaniu do tej naszej tutaj w Splicie.

Plan na marzec wygląda tak:


Jest to plan na marzec, zmieniał się już chyba z 3 razy. Tu coś przepadło, tam się przesunęły godziny a innym razem jeszcze okazało się, że dojdzie nam j. włoski.
Sprawa wygląda tak, że co miesiąc będziemy miały nowy rozkład zajęć. Jest to dla nas dość nietypowe, dlatego że jednak u nas w Polsce plan zmienia się co semestr a nie co miesiąc :D Cóż, trzeba się przyzwyczaić...
Tak jak już pisałam ostatnio, miałyśmy do wyboru w jaki sposób chcemy mieć prowadzone zajęcia. Skończyło się na tym, że marketing, zarządzanie i różne formy turystyki mamy jako indywidualne (mam na myśli siebie, Asię i póki co Karin) konsultacje a na j. angielski, j. włoski i WF uczęszczamy wraz z chorwackimi studentami.
Zajęcia w pierwszym tygodniu zaczęłyśmy od marketingu (International Marketing).  Marketing miałam już na swojej uczelni na III semestrze, bardzo nie lubiłam tego przedmiotu, w indeksie miałam po tym semestrze tylko jedną 3.5 i to właśnie z marketingu (pomimo, że trochę wiąże się z moimi zainteresowaniami) więc kiedy dowiedziałam się, że mam przyjechać do Chorwacji i uczyć się tego przedmiotu w j. angielskim, byłam sceptycznie nastawiona. Po pierwszym wykładzie, moje nastawienie zmieniło się o 180 stopni. Jestem w sumie w szoku, dlatego, że w zasadzie powinno być gorzej i trudniej a nie jest. Kobieta która prowadzi wykłady jest przesympatyczna (co oczywiście nie oznacza, że Pani z którą miałam wcześniej, nie była. Była przemiła również.), wykłady prowadzone są w taki sposób, że generalnie polegają na dialogu, luźnej rozmowie, tłumaczenie na wyrazistych przykładach itp. Przez ten semestr będziemy miały 2 kolokwia, z których zostanie wyciągnięta ocena końcowa.
Kolejny przedmiot to j. angielski (Business English), a w zasadzie 'dwa angielskie'. Pierwszy - typowo turystyczny (korzystamy nawet z tej samej książki co w PL) a drugi bardziej biznesowy- uczyliśmy się, jak na przykład napisać formalny e-mail. Są to w zasadzie dwa osobne przedmioty, za które będziemy miały dwie osobne oceny więc... ciekawa jestem jak to będzie z wpisami do indeksu, którą ocenę nam zaliczą (mam nadzieję, że lepszą :p)
Można również powiedzieć, że wiemy co nieco o zarządzaniu (International Management). Było to generalnie spotkanie organizacyjne. Rozmawialiśmy z prof. Mario Buble, od samego początku przedstawił nam własne obiekcje. Mianowicie wyraźnie widać było jego niezadowolenie odnośnie tego, że nasz j. angielski nie jest perfekcyjny (jego jest, tak twierdził). Hola, hola... przecież Erasmus przede wszystkim polega na poprawienie swoich umiejętności językowych... W każdym razie profesor stwierdził, że dla nas SPECJALNIE MUSI PRZEROBIĆ PREZENTACJĘ, żeby była dla nas zrozumiała i żebyśmy mieli o czym rozmawiać na zajęciach. Materiały zostaną przerobione, wstawione na Merlina, tam musimy je pobrać i poczytać, cobyśmy mieli o czym konwersować. Zapowiada się ciekawie...
Różne formy turystyki... nie wiem jak to dokładnie przetłumaczyć z ang. (Managament of Selective forms of Tourism). Te zajęcia miałyśmy z asystentką profesora (tak tu jest z wieloma przedmiotami, jak np. mamy ten przedmiot 2 razy w tygodniu, to raz zazwyczaj z asystentem a raz z prof.) to spotkanie też było organizacyjne. Dowiedziałyśmy się, że nie mamy się bać prof. jak  również jakie mamy zaliczenie u asystentki. A dokładnie; musimy wybrać temat, jakąś formę turystyki i napisać pracę wg klucza na 10-15 stron, oczywiście z bibliografią, źródłami itp. a co śmieszniejsze, nie będzie to ocenione, ocena z tego przedmiotu będzie jedynie z egzaminu u profesora.
Włoskiego jeszcze nie miałyśmy, wiemy póki co tyle, że będzie z tą samą kobietą z którą mamy biznesowy angielski.
Na koniec został W-F. Pierwsze zajęcia miałyśmy wczoraj. Josipa, który prowadzi te zajęcia poznałyśmy już dawno, pomagał nam na policji, kiedy musiałyśmy wyrobić OIB numer. Kolejny bardzo w porządku wykładowca. Na W-F dojść miałyśmy nieopodal uczelni, jednak jak na pierwszy raz ciężko było nam to znaleźć, dlatego zamiast błądzić, pomyślałam że lepiej będzie, jak pójdziemy najpierw do Aspiry i zapytamy gdzie to jest. Okazało się, że Josip był na uczelni a jako, że za 10 min wyjeżdża to mamy poczekać i pojedziemy z nim. Tak też było. siłownia jak siłownia, zaczęliśmy od cardio, później pokazał nam jak prawidłowo wykonywać ćwiczenia i tak minęło 1.5h.


Jeżeli chodzi o zajęcia, to w zasadzie byłoby na tyle. Wszystko póki co bardzo pozytywnie, no może za wyjątkiem zarządzania... ale to się jeszcze w sumie zobaczy. Jako że ten post chciałam poświęcić tylko i wyłącznie na temat uczelni zajęć itp. będę kończyć. Kolejny będzie pewnie za około dwa dni, nie chcę robić sobie przysłowiowych 'tyłów'.

Na koniec pragnę jeszcze wspomnieć o naszej Erasmusowej koordynatorce, w zasadzie powinnam była zrobić to na początku. Martina jest wspaniała, cały czas kiedy nie jesteśmy na uczelni mamy kontakt przez e-mail, bardzo nam pomaga, odpowiada na nasze meile nawet wieczorem, to miłe dlatego, że w zasadzie już jest po pracy. Kiedy jesteśmy na uczelni, zawsze pyta jak minęły nam dane zajęcia, czy czegoś potrzebujemy i wciąż powtarza, że jak będziemy miały jakieś pytania, w każdej chwili możemy się do Niej zwrócić. Bardzo, ale to bardzo pozytywnie:)!

Na koniec wrzucam jeszcze fotkę z zajęć.

Od lewej: ja, Asia i Karin:)


poniedziałek, 7 marca 2016

Welcome week !

W końcu zaczęło się coś dziać !


We wtorek 1.03 odbył się dzień powitalny (uznano, że do 1.03 wszyscy jak ja to nazywam 'wymieńcy' powinni dotrzeć). Spotkaliśmy się na tutejszym uniwersytecie, przedstawiali nam najważniejsze informacje: jak wyrobić OIB numer (taki jakby tutejszy pesel), plan wycieczek i wydarzeń na ten semestr, wyrabiali nam ESN-owskie karty członkowskie itp. Podczas spotkania, każdy mógł podejść i zdegustować chorwackich naleśników ze szpinakiem (były przepyszne)!!! Następnie odbył się Campus Suvrival Guide. Wyjaśniając; odbyła się wycieczka po kampusie a dokładniej jak dojść z budynku głównego do poszczególnych wydziałów. Każdy wydział miał swojego przewodnika. Wybrałyśmy z Asią wydział ekonomii, piszę wybrałyśmy, dlatego, że to i tak nie był nasz uniwersytet. Tak w skrócie: wszystkich których tu poznałyśmy, studiują na uniwersytecie, którego wydziały znajdują się na kampusie (tu gdzie nasz akademik) tylko ja, Asia i Karin (dziewczyna z Niemiec) jako jedynie jesteśmy z innego uniwersytetu/college. Jest to Aspira, mała prywatna uczelnia, która znajduje się 2 km od naszego akademika. Ale to tak tylko na marginesie w ramach wyjaśnień. W zasadzie, tego dnia to było wszystko.

02.03 środa Tego dnia wszyscy spotkaliśmy na Rivie. Południowcy mają bardzo luźne podejście do życia. Umawiamy się na konkretną godzinę a oni i tak są 13-30 minut później :D Pierwszą częścią naszego spotkania był około dwugodzinne zwiedzanie starego miasta. Zwiedziliśmy pałac cesarza Dioklecjana podczas gdy Pani przewodnik opowiadała nam jego historię.


Świątynia



Według legendy dotknięcie dużego palca lewej stopy posągu Grzegorza z Ninu ma zapewnić zdrowie i szczęście.


Zaraz po zwiedzaniu starego miasta odbyła się gra miejska. Zostaliśmy podzieleni na 6 grup. Ja z Asią znajdowałyśmy się w pierwszej. Gra polegała na tym, że dostaliśmy kartki z wypisanymi wskazówkami gdzie mamy dojść. Domyśleć się powinniśmy, ponieważ byliśmy świeżo po wycieczce. W każdym punkcie otrzymaliśmy pytanie. Za dobrą odpowiedź dostawaliśmy puzzel. 6 puzzli tworzyło zdjęcie na którym przedstawione było miejsce ostatecznego zakończenia gry. Było to wzgórze Marijan Hill, gdzie rozpościerał się piękny widok na Split.






I na koniec gry zdjęcie grupowe:
źródło: ESN page on facebook



Kolejnym etapem integracji było spotkanie na Matejuszce. Prawdopodobnie jedyne miejsce na wybrzeżu, gdzie można pić alkohol na świeżym powietrzu. Miejsce jest urokliwe, kiedy będzie już bardzo ciepło, na pewno będziemy bardzo dużo czasu spędzać właśnie tam ! 

źródło: ESN page on facebook



Wieczorem, w czwartek 04.03 wszyscy spotkaliśmy się przy Rivie ponownie. Ten wieczór był zarezerwowany na typową chorwacką kolację. Kiedy wszyscy już przyszli, udaliśmy się do knajpo - restauracji, gdzie zjedliśmy pyszną kolację. Na stole widniały potrawy takie jak : risotto z owocami morza, coś na podobieństwo polskich kopytek z czymś na podobieństwo pieczeni :D i szpinakowy makaron z tuńczykową pastą. Wszystko było naprawdę smaczne, większości najbardziej smakował makaron. 

Kiedy już wszyscy sie najedli, nasza erasmusowa grupa wybrała się na dalszą integrację do pewnego rodzaju baru o nazwie "Charlie''. Na starym mieście, w znacznej mierze przeważają bardzo wąskie uliczki jak i również malutkie pub'y. Do dzisiaj nie wiem kto wpadł na pomysł, aby w ilości ok 50-60 osób wybrać się do właśnie takiego baru. Generalnie wyglądało to tak, że wszyscy staliśmy na zewnątrz z alkoholem w ręku (ta właśnie rzekomo wyglądają imprezy w Chorwacji). Późną porą kiedy zaczynało kropić Ja, Asia i Karin wróciłyśmy do akademika. Tak skończył się dzień trzeci.

Czwartego dnia zostałyśmy z Asią w akademiku dlatego, że był to dzień w którym każdy kraj miał przygotować jakąś potrawę, a my nie miałyśmy ani produktów ani kuchni. Pomimo tego Asia nie chciała iść na imprezę a ja tego dnia czułam się niezbyt dobrze.

W sobotę miał odbyć się piknik na Marijan Hill, jednak pogoda nie sprzyjała i piknik został przesunięty na następną sobotę.


Niedziela (06.03) była dniem wycieczki do Zadaru. Zadar znajduje się około 170 km od Splitu.

Zbiórka zaplanowana była na godzinę 9.30 pod akademikiem (Spinut) na drugim końcu miasta od naszego akademika. Wszyscy z naszego kampusowego akademika byliśmy punktualnie, dojechaliśmy tam autobusem, jednak zanim wsiedliśmy do autokary, zrobiła się 10.00. Do samego Zadaru jechaliśmy około 3 godzin. Wszytko przez to, że w trakcie podróży mieliśmy przerwę (miała trwać 15 min, a oczywiście trwała z 30 min). Na miejscu spotkaliśmy się z Panią przewodnik, która opowiedziała nam o najważniejszych miejscach w Zadarze. 




źródło: ESN page on facebook


Następnie mieliśmy czas wolny. Było to od około godziny 14.00 do 17:30. Wtedy Wybraliśmy się z Asią, Sophią (Austria) i Karin (Niemcy) na obiad. Czasu wolnego mieliśmy dużo, jednak wszyscy czekaliśmy na jedno. A mianowicie na zachód słońca. Nieraz można usłyszeć, że w Zadarze są najpiękniejsze zachody słońca na świecie, na to też czekaliśmy. Ważnym było dla mnie, aby zrobić kilka pamiątkowych zdjęć, też takie porobiliśmy.




Bardzo chciałam wejść do wody, jednak okazało się, że słońce zaczęło zachodzić i musiałam szybko wyjść :p

Całe 3,5 h oczekiwania, na końcu okazało się, że zachód słońca został odwołany, z powodu chmur. Nieco rozczarowani oglądaliśmy jak słońce zachodzi, ale za chmury, chociaż i to był piękny widok.





Kiedy słońce już zaszło....




Na koniec, kiedy zrobiło się prawie całkiem ciemno, włączyły się światełka, na które też wszyscy czekaliśmy.
Zdjęcie ściągnięte ze snapchata, dlatego jakość jest kiepska :<


Po tym jakże wyczerpującym, pełnym wrażeń dniu udaliśmy się do autokaru i po 2 godzinach, znów znaleźliśmy się w Splicie. Byłyśmy z Asią tak zmęczone, że pierwszy raz odkąd tu jesteśmy położyłyśmy się przed północą :D Następny post prawdopodobnie będzie krótszy, opiszę wszystkie sprawy uczelniane, generalnie wszystko związane z wykładami itp. Chciałam wziąć się za to wcześniej, jednak póki co nie mogę za wiele powiedzieć. W dniu pierwszych naszych zajęć miałyśmy ok 20 min marketingu, dzisiaj miałyśmy mieć angielski, jednak po przyjściu na uczelnię okazało się, że zajęcia zostały odwołane, także póki co, czujemy się jak na wakacjach :D! do następnego,
Katie:)