czwartek, 28 kwietnia 2016

Urodziny Asi, muzeum żab !

Cześć wszystkim !

W dzisiejszym poście znajdziecie relacje z minionej soboty. Postanowiłam opisać tylko i wyłącznie jeden dzień, dlatego, że działo się wiele...

Sobota była dniem, w którym Asia obchodziła swoje 22 urodziny. krótka relacja video z tego wydarzenia poniżej :)


Po krótkim świętowaniu w naszym pokoju udałyśmy się na stare miasto. Pierwszym punktem naszej wycieczki był punkt widokowy w Pałacu Dioklecjana St. Domnius' Bell Tower.
Wieża mierzy 60 metrów, wchodziło i schodziło się dość ciężko, dlatego, ze schody były dość strome. Jednak widoki wynagradzały wszystko. Jak to zawsze my, trafiliśmy również na bardzooo silny wiatr, więc przy pięknych widokach 'sprzyjało' nam również bardzo zimne powietrze.Jednak oczywiście było warto, ja zawsze uważam, że warto.









Kiedy już zeszłyśmy już z wierzy postanowiłyśmy udać się na kawę.

Ciekawym jest to, że w Chorwacji (słyszałam, że w innych krajach także, jednak ja spotkałam się z tym pierwszy raz) wraz z zamówioną kawą otrzymuje się szklankę wody. Dowiedziałam się że woda dodawana do zazwyczaj espresso (jednak w Chorwacji do każdego rodzaju kawy) ma za zadanie oczyszczenie kubków smakowych w jamie ustnej. Przepłukiwanie kubków ma pozwolić na rozkoszowanie się smakiem esencjonalnego espresso. Płukanie ma na celu usunięcie z kubków smakowych wszelkich pozostałości innych substancji smakowych. To reguła podobna do tej stosowanej podczas degustacji wina. Ja jednak tego nie praktykuję. Woda zazwyczaj nalewana jest z kranu, także nie ma dla mnie sensu przepłukiwania jamy ustnej wodą po której czuję w ustach posmak chloru... bo woda jest tutaj bardzo, ale to bardzo chlorowana.
Teraz generalnie już tego nie czujemy, przyzwyczaiłyśmy się. jednak na początku, za każdym razem kiedy brałam prysznic ja czy Asia czułyśmy powoń dokładnie taką samą jak na basenie, nie przesadzam :)

Wracając do soboty... kolejną atrakcją... przedziwną atrakcją którą chciałyśmy zobaczyć było muzeum żab. Jednak nie było to zwyczajne muzeum. Muzeum Żab z ponad pięciuset okazami wypchanych płazów w różnych pozach. Myślę, że była to jedna z najdziwniejszych rzeczy jakie kiedykolwiek widziałam. Żaby były w różnych sytuacjach życiowych, generalnie przypisanym ludziom. Nie można było robić zdjęć, zrobiłam, proszę bez hejtów :p...


Wyszłam z założenia, że jeżeli ktoś mógł zabić ponad 500 żab żeby zrobić taką wystawę, to dlaczego ja nie mogę zrobić zdjęć... A że zostały zabite specjalnie, wiemy. Pani nazwijmy przewodnik powiedziała, że mało prawdopodobnym jest to, żeby ktoś akurat znalazł 500 padniętych żab. Logiczne, nieprawdaż? W jaki sposób zostały zabite, nie dowiedziałyśmy się. Może faktycznie nie wiedziała, lub powiedzieć nie chciała...

Po jakże ekscytującej wystawie udałyśmy się do chińskiej restauracji. Każda z nas zamówiła osobne danie, czego później żałowałyśmy... nie, w zasadzie nie żałowałyśmy dlatego, że było pysznie. Po prostu wiemy, że następnym razem musimy zamówić mniej :) Jedzenie było naprawdę dobre cena była adekwatna jeżeli nie zbyt niska, bo naprawdę zapłaciłyśmy śmieszne pieniądze.
Przykład: mój cały talerz makaronu za 38 kun ( 21 zł ).


Na pewno tam wrócimy niejeden raz!

Wieczorem miałyśmy jeszcze mały tour po Splicie... ale nie chcę wdrażać tego na bloga, dlatego uznajmy to za moment, w którym dzień dobiegł końca:)


Do następnego,

Katie:)

niedziela, 24 kwietnia 2016

Responsible party, co nowego(?) na uczelni.

Cześć wszystkim :D!

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym różnorodnym postem :D
Ku zaskoczeniu wszystkich muszę Wam napisać, że zaczęły nam się pierwsze egzaminy! A raczej powinnam napisać zaczną, ponieważ zaczynamy jutro.

25.04 - j.angielski
04.05 - Zarządzanie
05.05 - Selective form of torism
10.05 - Marketing
06.06 - j. angielski

Najbardziej obawiamy się co do zarządzania. Lecz mamy nadzieję, że prof Mario buble będzie łaskawy haha :D Ale generalnie wiem, że i tak damy sobie radę, więc obok małego stresu mam tę pewność, że będzie wszystko w jak najlepszym porządku :D

Coby tradycji stało się za dość we wtorek poszłyśmy na 16:45 na zajęcia, czekałyśmy na nie jakieś 15 min dlatego, że było jakieś małe opóźnienie po czym weszłyśmy do sali i dowiedziałyśmy się, że dzisiaj zarządzania nie ma dlatego, że profesor musi wyjść.... także wróciłyśmy do akademika niedługo po tym, jak przyszłyśmy.
Cały nasz kwietniowy schedule dopięty na ostatni guzik był jakoś na koniec tego tygodnia.. Trochę nas to śmieszy, a trochę irytuje. Zaraz dostaniemy kolejny, Nasuwa się pytanie, kolejny też będzie poprawiany przez 2 tygodnie...?

Ten weekend był weekendem Asi urodzin. Dokładnie była to sobota, lecz przygotowania zaczęły się wcześniej więc można w zasadzie nazwać to urodzinowym weekendem.
Już w piątek rano wyszłam na zakupy z Karin i Nicolą (pod pretekstem pójścia do pracy). Cały czas miałam wrażenie, że Asia się domyśla. Nie potrafię kłamać, przynajmniej tak myślałam. Brak mi praktyki. Okazało się jednak na końcu, że niczego się nie spodziewała, także dała się wkręcić :D
najfajniejsza była sytuacja, kiedy Asia w piątkowy wieczór oglądała żużel a ja za Jej plecami pakowałam dla Niej prezent.
Wychodzę z założenia, że dziwne zachowanie wychodzenie itp. jest bardziej podejrzane niż po prostu zrobienie tego w taki sposób naturalny... potwierdziło się w praktyce :D

Wieczorem w piątek poszłyśmy na imprezę. Najpierw jak zawsze wszyscy spotkaliśmy się w pokoju dziewczyn. Imprezy tutj zaczynają się o 23:00 co na początku było dla mnie dziwne. My i ta zawsze wychodzimy o 00;00. Lubimy przychodzić, jak już wszystko jest rokręcone.

Marija - Macedonia


Z Asią i Karin

Na marginesie dodam, że tematem przewodnim imprezy było 'responsible party'. Więc założenie było takie, aby pokazać, że młodzi ludzie potrafią bawić się bez alkoholu. Finalnie każdy był na..pity. Nie będę tego komentować, nie mnie to oceniać.
Dodam tylko, że ja z Asią nie.

Gadgety z responsible party...



23.04 był dniem urodzin Asi. Około godziny 15:00 dziewczyny przyszły z tym co miałyśmy dla Asi. Będzie z tego wydarzenia krótkie video, jednak póki co jeszcze nie miałam kiedy tego poskładać :D Asia była zaskoczona, polało się kilka łez wzruszenia, chyba nam wyszło, hmm?

Na sobotę zaplanowałyśmy również wejście na punkt widokowy w Pałacu Dioklecjana, zwiedzanie muzeum żab (o ironio!) i jedną z głównych 'atrakcji' była też kolacja w chińskiej restauracji. Było pysznie... ale o sobocie już w następnym poście, który pojawi się w tygodniu:)

Do następnego!

Katie:)


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Grafitti party, plaża i Matejuška

Cześć!

Trochę mnie tu nie było, ale wróciłam :D Nic nadzwyczajnego się nie działo, dlatego też nie pisałam.

W piątek (08.04) wieczorem odbyło się grafitti party. Każdy miał przyjść w białej koszulce. Cała zabawa polegała na tym, że wszyscy wszystkim podpisywali się na koszulkach. Wszystko byłoby naprawdę bardzo fajnie gdyby nie to, że po pierwszym praniu większość podpisów zeszła. Szkoda, ze nie zaopatrzyli nas w lepsze markery... no ale z tą organizacją tutaj to trochę kiepsko :D








W międzyczasie jak wiatr nie jest zbyt mocny i gdy słońce nie chowa się za chmurami chodzimy na plażę! Już teraz jest tutaj bardzo ciepło, gorąco jest wtedy, gdy jest słońce. Tak naprawdę to ono najwięcej daje. Taki przykład: leżymy na plaży w słońcu - jedyne o czym myślimy to, to żeby wejść do wody. Jeżeli jednak słońce zajdzie, robi się chłodno tak, że musimy się ubrać. Ze skrajności w skrajność. Ostatnio też nie pada, dlatego naprawdę jesteśmy szczęśliwe :D




Podczas opalania mogłyśmy podziwiać kitesurfing. Co Ci niektórzy faceci wyprawiają na tych latawcach (haha) jest po prostu nie możliwe, jak tak na nich patrzyłam, to się jarałam, bo wyobrażałam sobie co czują :D Adrenalina pewnie poziom hard :D












W piątek (15.04) Tanja opublikowała na facebookowej grupie, że przyjeżdżają Erasmusy ze Słowenii i zapraszała na spotkanie z nimi. Spotkanie jak mozna było się spodziewać odbyło się na Matejušce. Jest to miejsce na Rivie, przy samym morzu, gdzie legalnie można pic alkohol (chociaż tu chyb a wszędzie można haha). Wybrałyśmy się z Simonem i Nicolą. Jak okazało się, było znów tam mnóstwo Polaków. Miałyśmy okazję poznać chłopaków z Turcji i Hiszpanii. Poznałyśmy też parę osób które studiują w Splicie tak jak my, których wcześniej nie poznałyśmy.

Z Nacho - Hiszpania!





Dzisiaj w odróżnieniu do reszty postów - mało tekstu, więcej zdjęć.
Mamy już plan na kwiecień - chyba ostateczny :D Wstawię go w następnym poście i opiszę ogólnie coś trochę o naszym uni. To będzie pierwszy post z jakimiś minusami! I oczywiście mowa tu o dezorganizacji....

Do następnego,


Katie:)


piątek, 8 kwietnia 2016

Piękny Omiš i wyprawa w góry!

Cześć wszystkim :D

Tak jak wspominałam w ostatnim poście, dzisiaj cały post przeznaczę na naszą ostatnią wyprawę. Miejscem docelowym było małe miasteczko Omiš. Nie przekładajmy pochopnie ilości na jakość. Miasteczko jest malusieńkie, bo zamieszkuje je niecałe 6.500 osób, jednak walory turystyczne da się zauważyć tuż po opuszczeniu autobusu. Droga jaką trzeba pokonać ze Splitu to 21 km (45 min autobusem).
Na początku plan był taki, że jedziemy dużą grupą. Ja, Asia, Simon, Sophia, Karin i Nikola.
Simon nie pojechał - źle się czuł.
Sophia nie pojechała - miała dużo nauki.
Nikola nie pojechała - miała zajęcia w sobotę.
Także skończyło się na tym, że na wycieczkę pojechałam wraz z Karin i Asią.
Tego dnia trafiłyśmy na naprawdę dobrą pogodę, pomimo tego, że było pochmurno.
Na początku udałyśmy się w stronę starego miasta, coby trochę pozwiedzać.





Jako takich zdjęć miasteczka nie robiłam dlatego, że wygląda ono po prostu dosłownie tak samo, jak w stare miasto w Splicie czy w większości innych dalmacyjnych miasteczkach. Ten sam typ architektury, ten sam materiał czy kolor budynków. Na zdjęciach zobaczyć możecie / będziecie mogli miejsca, które mi najbardziej się spodobały.

Po dość krótkim zwiedzaniu miasta, chciałyśmy pochodzić po górach, to było w zasadzie naszym głównym celem - wejście na jakiś malutki szczyt. Jako że w Omiš byłyśmy pierwszy raz, nie za bardzo wiedziałyśmy gdzie iść, dlatego postanowiłam kogoś zapytać. W jednym z lokali miła kobieta poleciła nam na pierwszy raz wejście na szczyt góry u którego znajdowała się Fortica niegdyś Twierdza Starigrad.
Droga zaczęła się dość zwyczajnie, schodami. jednak w pewnym momencie schody się kończyły i zaczęło się prawdziwe chodzenie po górach, niemalże climbing. na całej trasie było pełno kamieni, od takich milimetrowych po głazy wielkości hmmm... po protu wielkie, po których czasem nawet niemalże musiałyśmy się wspinać. Wchodzenie na górę było bardzo męczące, dlatego też co jakiś dystans robiłyśmy małe przerwy.


Jak już wcześniej wspominałam, było bardzo ciepło, jednak na nasze szczęście tego dnia słoneczko cały czas ukrywało się za chmurami. Gdyby nie to, to naprawdę byłoby ciężko. Szczerze mówiąc dla mnie nie było ciężko. Jako że do czynienia ze sportem mam od małego,  nie był to dla mnie nie wiadomo jaki wysiłek. Dziewczyny jednak potrzebowały przerw.




Po około półtoragodzinnym wspinaniu się dotarłyśmy na szczyt! Na miejscu okazało się, że znajdują się tam ruiny zamku z którego rozpościerały się przepiękne widoki.












Na szczycie spędziłyśmy około godziny. Po tym chciałyśmy wejść wyżej, jednak okazało się, że szlak jest zamknięty. Nie łamiąc zasad udałyśmy się na dół. Jednak wybrałyśmy zejście z drugiej strony góry. Wtedy dopiero zaczęła się zabawa ! Znów śmiechu było co niemiara. O wiele łatwiej było wejść! Chociaż z tego zdaje sobie sprawę pewnie każdy :D. Było bardzo stromo, ślisko (jeżeli mogę tak powiedzieć). Na srodze było pełno głazów, kamieni przez co co chwilę któraś z nas ześlizgiwała się. Najśmieszniejsza była sytuacja, kiedy ja idąca pierwsza, prowadząca grupę zjechałam jakieś 2-3 metry, Asia nazwała to jak na 'snowboardzie ', zjechałam ładny kawałek,jednak nie upadłam, trzymałam się na nogach.
Dziewczyny co chwilę mówiły, że nie podoba im się ta droga, że chcą już być na dole itp. Mi jednak bardzo się podobało, nie żałuję w ogóle, że tam poszłyśmy i z pewnością bym to powtórzyła. Takie wyprawy jak te pamięta się do końca życia, bagażu doświadczeń nikt nam nie odbierze! To co przeżyliśmy to na zawsze zostanie z nami!
Schodzenie zajęło nam jakieś myślę, 2 pełne wrażeń godziny. Zeszłyśmy całe i zdrowe, nieco brudne i pokaleczone na dłoniach :D

Po tak emocjonalnej połowie dnia przyszedł czas na odpoczynek. Jako, że na 90% plaż tutaj są kamienie, postanowiłyśmy poszukać plaży na której jest piasek, żeby po prostu wygodnie się położyć i odpocząć. Znalazłyśmy!



Po około godzinie odpoczynku zaczęło nam się nudzić, dlatego jeszcze na sam koniec pograłyśmy w karty. Muszę Wam przyznać, że granie w karty na plaży to bardzo miłe doświadczenie :D O wiele lepsze niż w pokoju czy w jakimś innym miejscu. Ostatnio Karin nabyła karty, więc jedną z rozrywek w czasie wolnym jest właśnie gra w karty.
Po paru partach gry w 'asshole' ruszyłyśmy w 45 min podróż powrotną do Splitu.
Niedzielę (03.04) zaczęłyśmy bardzo leniwie,wstałyśmy o 10:00. Po południu korzystając ze świetnej pogody udałyśmy się na plażę, pierwszy raz w tym roku się poopalać. Bardzo chcę uniknąć szoku i poparzeń, dlatego leżałyśmy tylko 2h. Myślę, że 2 godziny codziennie czy tam co jakiś czas (w zależności od tego kiedy pójdziemy) to najlepsze wyjście aby uniknąć czerwonej skóry i bólu.
Następnie udałyśmy się na spacer wzdłuż wybrzeża i tym miłym akcentem zakończyłyśmy niedzielę jak i nasz 6 tydzień w Chorwacji :)

Do nastepnego

Katie:)

niedziela, 3 kwietnia 2016

Update i pierwsza kąpiel w morzu!

Cześć wszystkim :D

Minął kolejny tydzień a więc się do Was odzywam. Jak wszyscy dobrze wiemy niedawno były święta. Teoretycznie były. My z Asią ich nie obchodziłyśmy. Poniedziałek Wielkanocny przesiedziałyśmy w pokoju, złapałam się na tym, że tego dnia ani razu nie wyszłam z pokoju, a dlaczego? W końcu znalazłam wirtualny router wifi na laptopa, także już nie musimy wychodzić żeby połączyć telefon z internetem. Mi to pasuje, nie siedzimy nie wiadomo ile, dlatego, że jednak nie chcę żeby mój laptop chodził 24/h. Tak jak już wspomniałam wcześniej w poniedziałek był typowy #lazyday.
We wtorek zaczynałyśmy już zajęcia. Tego dnia Asia się źle czuła, więc namówiłam ją, żeby nie szła na Włoski, bo po prostu nie widziałam sensu, żeby się męczyła. Karin nie chodzi na Włoski więc szłam tego dnia więc sama. Kiedy wróciłam, Asia czuła już się lepiej. Wieczorem poszłyśmy jeszcze tylko na zarządzanie i to w sumie na tyle. Jak widzicie, na co dzień nie dzieję się nic nadzwyczajnego.
Również we wtorek dostałyśmy informacje od Martiny, że  w tym tygodniu profesoricy od marketingu nie będzie. Ciekawa jestem, jak my to nadrobimy. Marketing miałyśmy póki co chyba z 2 razy. Dzięki tej informacji środę miałyśmy całkiem wolną.
Normalnie mamy też zarządzanie ze wspomnianym we wcześniejszych postach Mario Buble. Jednak jak dzisiaj się okazało i tych konsultacji nie będzie. Profesor wysłał nam jedynie część która będzie obowiązywała nas na egzaminie. Mamy przychodzić na konsultacje jedynie wtedy, kiedy będziemy miały jakieś pytania, także podejrzewam, że następny raz zobaczymy się na egzaminie.
We wtorek  o godzinie około 20:00 spotkałyśmy się z chłopakami z Słowenii i Chorwacji. Spotkanie głównie odbyło się dlatego, że jak wcześniej myślałyśmy, Chorwat jest w klubie szybowcowym tutaj niedaleko. Chciałyśmy popytać o parę rzeczy itp. ale jednak na spotkaniu okazało się, że ten chłopak tylko po prostu mieszka koło lotniska szybowcowego i nic wspólnego z szybowcami nie ma :D
W środę (30.03) chciałyśmy wykorzystać wolny dzień i wybrać się w góry ( już od jakiegoś czasu mam ochotę na dłuższą wyprawę, z ekstremalnymi elementami). Rano jednak okazało się, że jest zbyt wietrznie i wycieczkę przesunęliśmy na sobotę. Jednak korzystając z dobrej pogody poszłyśmy na Rivę i wszystkie inne atrakcje wokoło. W sumie zeszło nam około 5 godzin.
Piątek (1.04) tego dnia wybrałyśmy się z dziewczynami, na pierwsze kąpanie w morzu :D Było świetnie, pomimo tego, że było straaasznie wietrznie i przez to zimno, to było wart to zrobić. Miałyśmy z dziewczynami mnóstwo śmiechu i zabawy. Najdłużej w wodzie siedziałam oczywiście ja z Asią. Pomimo tego, co wszyscy mówią, byłyśmy bez specjalnych butów. Stopy miałyśmy trochę pokiereszowane, jednak to nas nie powstrzymało . Było warto, zdecydowanie. Na pewno zapamiętamy to do końca życia, szczególnie, że miałyśmy małą publiczność - ludzi siedzących w kawiarni, nawet ponoć ktoś robił nam zdjęcia.
W ogóle nie pamiętałam, że Morze Adriatyckie jest tak słone :o






Wczoraj (02.04) udałyśmy się do pobliskiego miasteczka z pięknymi widokami! Ale na to poświęce osobny post, który powinien pojawić się na początku tygodnia!:)

Do następnego,

Katie :)