środa, 24 lutego 2016

Wszystko się zaczęło...

Doleciałyśmy.
Zaczęło się od wyjazdu z naszego rodzinnego Leszna około 4:15, do Warszawy dotarliśmy coś trochę po 8:00, aż tak bardzo się nie cieszyłam dlatego, że wiedziałam ile zostało nam godzin do odlotu. Z Warszawy wyleciałyśmy o 11:15, z Zagrzebia o 14.35. W samym Zagrzebiu trochę zamieszania, ale wtedy nawet nie zdawałyśmy sobie sprawy, że najgorsze (patrząc z perspektywy czasu -najśmieszniejsze i najbardziej emocjonujące) jeszcze przed nami. W samym Splicie byłyśmy chwilę przed 16:00.
To tak pokrótce dlatego, że tak naprawdę dopiero teraz zaczyna się cała historia :D
Jeszcze w Polsce nasza 'Erasmusowa' koordynatorka podała nam rozkład jazdy autobusów, którymi możemy dojechać z lotniska do akademika, Okej, Po przylocie poszłyśmy na przystanek, po krótkim oczekiwaniu zobaczyłyśmy nadjeżdżający autobus 37, miałyśmy rozkład m. in. właśnie na ten, więc miałyśmy zamiar wsiąść właśnie w ten. Kiedy autobus się zatrzymał weszłam do środka aby zapytać się kierowcy, czy na pewno zawiezie nas pod akademik. Okazało się, że Pan kierowca w ogóle nie miał pojęcia gdzie znajduje się ulica, na którą miałyśmy się dostać, ale powiedział, że może zawieźć nas do miasta. Wyszłam do Asi (mojej towarzyszki) i zapytałam się czy jedziemy, wspólnie stwierdziłyśmy, że tak, więc wsadziłyśmy do autobusu wszystkie bagaże i pojechałyśmy. Nie miałyśmy zielonego pojęcia gdzie wysiąść, jechałyśmy i jechałyśmy, aż w końcu kierowca w centrum miasta oznajmił, że musimy wysiąść. Tak zrobiłyśmy. Same, w środku dużego miasta stałyśmy na przystanku autobusowym kompletnie nie wiedząc w którą stronę iść.
Była już godzina około 17:00 pomimo, że tu w Chorwacji zmierzch zapada później niż w Polsce zaczynałyśmy się obawiać, że zrobi się ciemno, zanim dotrzemy do akademika. W rezultacie okazało się, że ciemno i tak się zrobiło. Kontynuując; nie tracąc czasu postanowiłyśmy iść w poszukiwaniu wifi aby poprzez mapę w telefonie znaleźć drogę do akademika, jednak i ten pomysł odszedł do lamusa, gdyż nigdzie nie było wifi bez hasła. Trzeba było główkować dalej. W oddali zauważyłam komisariat policji, pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to aby zapytać policję o drogę do akademika. Podeszłyśmy pod komisariat i zapytałyśmy pierwszego policjanta którego zobaczyłyśmy. Jak jednak się okazało, nie wiedział, aczkolwiek bardziej jego odpowiedź wskazywała na to, że chciał nas tylko zbyć, odszedł. Powoli zmęczone długą podróżą postanowiłyśmy się usiąść i pomyśleć, co dalej. Doszłyśmy do wniosku, że nie ma sensu marnować czasu, więc wstałyśmy i udałyśmy się w przypadkową stronę. W pewnym momencie przypomniało nam się, że mijałyśmy kiosk a co za tym idzie, bardzo prawdopodobnym było to, że znajdziemy tam mapę (którą i tak miałyśmy zamiar kupić, jednak nie zdawałyśmy sobie sprawy, że tak szybko będzie nam potrzebna :p). Ku naszej uciesze, po chwili mapę miałyśmy już w rękach.  Aby na spokojnie znaleźć drogę na mapie, udałyśmy się na najbliższy przystanek autobusowy. Poszukując drogi na mapie kątem oka zauważyłyśmy nadchodzącego człowieka, od razu podeszłam i zapytałam czy kojarzy gdzie znajduje się ulica Cvite Fiskovica, odpowiedział, że tak i po pół angielsku, pół chorwacku z elementami języka 'migowego' wskazał mniej więcej drogę (ten człowiek dziwnie się zachowywał, tak jakby był pod wpływem jakichś środków odurzających :p) Szłyśmy, szłyśmy i szłyśmy... Kilometry narastały, coraz bardziej się ściemniało a my nadal nie miałyśmy pojęcia gdzie jesteśmy i dokąd iść. Stanęłyśmy z zamiarem zapytania kolejnej osoby o drogę. W naszą stronę szedł młody chłopak i to właśnie jego postanowiłam zapytać o drogę, Zaraz za nim, szło dwóch bezdomnych (przynajmniej na takich wyglądali), niestety również i Oni zatrzymali się, aby nam pomóc. Wbrew pozorom, to właśnie Oni najbardziej nam pomogli. Wskazali drogę, jednak nie całą, ponieważ okazało się, że z miejsca w którym aktualnie się znajdowałyśmy do akademika była spoooooora droga. Od tego czasu wspomagałyśmy się jedynie mapą, dlatego, że nieraz pytając o drogę nikt nie potrafił nam pomóc. Nieraz musiałyśmy się cofać, bo okazywało się, że na przykład skręciłyśmy za wcześnie itp. Po drodze wyszło jeszcze parę śmiesznych sytuacji, np. zaczęłyśmy się bardzo, ale to bardzo cieszyć, że po paru godzinach w końcu znalazłyśmy akademik... okazało się jednak, że jest to jakieś centrum sportowe, z perspektyw czasu jest to śmieszne, ale w danej chwili nie było :D Po jakimś czasie idąc trochę w ciemno, wiedziałyśmy już, że jesteśmy na ulicy, na której powinien być akademik. Było ciemno, my w Splicie pierwszy raz, oglądałyśmy się dookoła, jednak nigdzie go nie widziałyśmy. Niemalże zrezygnowane (niemalże, bo ja nigdy się nie poddaję :P) zapytałąm przechodzącą dziewczynę o drogę, ku mojemu zdziwieniu Ona pokazała nam drogę... znów szłyśmy i szłyśmy i doszłyśmy, przynajmniej tak nam się wydawało wtedy... Ujrzałyśmy na wielkim budynku napis ' ucenski dom ', no to dlaczego miałybyśmy nie pomyśleć, że jesteśmy  ' w domu ' :D... Kiedy podeszłyśmy pod budynek, byłyśmy przekonane, że to nie jest ten obiekt ze zdjęć, kolejny raz rozczarowane.... Wtedy już nie miałyśmy ochoty bawić się w poszukiwaczy ( Split to same górki, schodzenie w dół, wchodzenie pod górę, schody itp, a my miałyśmy ciężki bagaż - każda po 28 kg, ręce nam odpadały). Przy tym 'innym' akademiku, było dużo młodych ludzi, dlatego czując, że jesteśmy blisko postanowiłam podejść do siedzącej dziewczyny i zapytać gdzie znajduje się nasz akademik. Nie wiedziała, jednak chłopak siedzący koło Niej włączył się do rozmowy i powiedział, że może sprawdzić drogę na googlach maps. Okazało się, że dzieli nas od celu ok. 50 schodów. Pierwszy raz czułam w jednym momencie szczęście i załamanie :D Naprawdę nie miałam już siły wnosić 28 kg po kolejnych schodach... jednak nie było wyjścia, nie poddając się szłam w górę a zaraz za mną Asia. W końcu ujrzałyśmy go... nasz akademik, wtedy już wiedziałyśmy, że to na pewno ten. Doszłyśmy pod budynek i okazało się, że jest jeszcze jeden problem.... a problemem było wejście pod górkę, przede wszystkim dziwne wejście, nie będę tego opisywać, tylko pokażę w zdjęciu dlatego, że tego nie da się opisać słowami :D Po dość niedługim czasie udało nam się wejść, to też było nie lada wyzwanie po tak ciężkim dniu.Nastała godzina 21:00. Później wszystko było już z górki :D!

Jak widać, łatwo nie było :D Szukanie akademika po mieście którego kompletnie się nie zna przez 5h... nie lada wyzwanie :P Po Asi było widać małe zrezygnowanie, jednak ja wychodzę z założenia, że nie należy się poddawać! To też mówiłam Jej, dlatego tworząc mały team, dałyśmy radę !!! :D
Jestem z nas dumna :D !
Trochę zwlekałam z napisaniem tego posta, wiedziałam, że będzie bardzo długi i czasochłonny, (+ to, że nie mamy jeszcze internetu w pokoju) jednak z pomocą Asi udało mi się w końcu go napisać :D


Split z samolotu (na moje szczęście siedziałam koło śmigła :/)


Górka, która nas zaskoczyła na koniec :p

Z Asią, już odpoczywając w akademiku :D





do następnego!
Katie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz