W poniedziałek (21.03) jak wszyscy dobrze wiemy, witaliśmy wiosnę, a jak witałam ją ja? Szaruga za oknem i okropny deszcz! Niedziela była piękna, ale poniedziałek? p r z e o k r o p n y. Jak zresztą kolejne 3 dni...
Poniedziałek był również dniem przywitań na naszej uczelni. Polegało to na tym, że każde państwo przygotowało krótką prezentację na temat rodzimej uczelni, miasta itp. Miało to na celu poznanie sie wszystkich z wymiany jak i przedstawienie informacji potencjalnym, przyszłym studentom ze Splitu, którzy mieliby wyjechać do którejś z partnerskich uczelni. U nas wygląda mniej więcej to tak; 1 osoba z Niemiec, 3 osoby z Litwy, 1 osoba z Czech i 4 osoby z Polski. Z tym, że trochę jest to skomplikowane dlatego, że typowo z Polski jestem ja i Asia. Jest także jeszcze jeden chłopak i dziewczyna. Jednak dziewczyna na studia do Polski przyjechała z Ukrainy a chłopak z Syrii. Dodam jeszcze, że są z Uniwersytetu Wrocławskiego. Całe spotkanie było dość krótkie, wszyscy szybko powiedzieli co mieli do powiedzenia po czym się rozeszliśmy.
Zapomniałam o jednej rzeczy, która generalnie jest godna wspomnienia.
W poniedziałek, kiedy szłyśmy na uczelnię, na jednym z przejść dla pieszych doszło do incydentu, nieprzyjemnego dla nas. Na szczęście mogę napisać do incydentu a nie do wypadku...
Byłyśmy przy przejściu dla pieszych, nic nadzwyczajnego. To, że ruch w Splicie jest wzmożony i że sytuacje typu ' mamy zielone ale auta jadą ' są na porządku dziennym. Gdyby nie to, że światła i znaki drogowe fizycznie są, to pomyślałabym, że nie ma tu zasad ruchu drogowego. Ludzie jeżdżą strasznie agresywnie, jeżeli chcą zawrócić to po prostu przejeżdżają przez przejścia dla pieszych, zdarza się że jadą z 5-10 m po chodniku, tak samo z motorami czy skuterami (chociaż w ich przypadku to nie 5 czy 10 m) no w ogóle nie do pomyślenia w Polsce. Parkowanie wygląda tu tak, jakby piesi w ogóle nie istnieli :
| Przejście dla pieszych... |
| Chodniki... |
Do rzeczy; pasy po których poruszały się samochody były 4. Jeden kierowca zatrzymał się na wewnętrznym pasie, jednak jeszcze nie przeszłyśmy dlatego, że nadjeżdżał samochód na pasie zewnętrznym, jednak na końcu i ten się zatrzymał. Dodam, że pasy były na górce (przypominam, że Split to same górki, pagórki i wzgórza). Kiedy z lewej strony samochody nas przepuszczały z prawej strony nic nie jechało. Przechodzimy, Byłyśmy w połowie pasów i zobaczyłyśmy z prawej strony nadjeżdżający z 'prędkością światła' samochód (z tych dwóch pasów był to pas zewnętrzny, dodam, że tego dnia padało więc było ślisko). Przejście dla pieszych było dość 'długie' a samochód pojawiał się coraz bliżej.
Wtorek (22.03) drugie zajęcia z Włoskiego. Padało wtedy jak z cebra. Dlatego też wyszłyśmy z 10 min później ze świadomością, że się spóźnimy. Co okazało się na miejscu ? Ze się nie spóźniłyśmy a byłyśmy nawet 20 min. za wcześnie. Dlaczego? Dlatego, że w planie miałyśmy 11:15 a profesorica powiedziała nam, że zajęcia zaczynają się o 11:45 także wbrew naszym obawom nie spóźniłyśmy się. Włoski skończył się o 13:15, następne konsultacje z zarządzania miałyśmy o 16:45. Przerwy było coś ponad 5 h, więc po prostu poszłyśmy do akademika, pozałatwiać różne sprawy itp. Wieczorem poszłyśmy na zarządzanie, tak bardzo nam się nie chciało... Jednak wypadało iść, skoro miałyśmy być tylko dwie. 45 min. bardzo szybko minęło...
Wiecie co mi się bardzo tutaj podoba ? Mianowicie to, że Chorwci mają naprawdę luźne podejście do życia, dla nas często aż za bardzo. Jednak skupiając się na stronach pozytywnych mówię tutaj o sytuacji z jaką spotykamy się często. Własnie na przykład ostatnio po zarządzaniu, profesor z nami rozmawiał, pytał jak nam się tu podoba, co robimy, gdzie byłyśmy jak dotąd, czy byłyśmy w tym a w tym miejscu, opowiadał gdzie On był i co mu się podobało. Takie to ludzkie, normalne... Tak samo jak ostatnio jeden profesor z nami rozmawiał na temat tego, że widzi zmianę po naszych twarzach, miał na myśli, że się opaliłyśmy :D Byłyśmy w małym szoku, dlatego, że nie wyobrażam sobie za bardzo takiej sytuacji w PL. Oczywiście składają się na to inne sytuacje, jednak jakbym miała tutaj opisywać wszystko ze szczegółami to ta notka byłaby już książką a nie blogiem :D
Ulubione słowo Chorwatów ? : P O M A L U
Środa (23.03) była dniem chyba najbardziej zwariowanym ! Dla wszystkich. W ten dzień miałyśmy mieć zarządzanie, i dwa angielskie, gdzie jeden zaczynał się w trakcie pierwszego :D nie mam pytań... Zarządzania nie było, prof Mario Buble przyszedł do nas i oświadczył, iż dzisiaj nie ma dla nas czasu i zajęcia się kolejny raz nie odbędą, wyśle nam prezentacje na meila i tyle. Tego dnia miałyśmy też parę spraw do Martiny (erasmusowej koordynatorki) byłyśmy u Niej z 3 razy w ciągu godziny, przesada haha :D Po oświadczeniu, że zarządzania nie będzie, czekałyśmy na angielski. Coś było nie tak, ponieważ pierwszy angielski się nie zaczął, czekałyśmy na drugi, ale z sali jedynie co chwilę wychodziły osoby a nie wchodziły. Czekając już tyle czasu postanowiłyśmy iść do prof zapytać się o co chodzi i co z tym angielskim... Powiedziała, że nie wie ale że wie gdzie jest osoba, która powinna wiedzieć. Wyszła... i co usłyszałyśmy w oddali ? 'Martina' zaczęłyśmy się śmiać... przecież ta kobieta nie będzie chciała nas oglądać przez kolejny tydzień, śmiałyśmy się, mówiąc. Wróciły obydwie, żartobliwie powiedziałam 'znowu my'. Przechodząc do sedna, Martina sprawdziła i okazało się, że od rana był jakiś gość który miał swoje wykłady i cały plan uległ zmianie, przez to nie miałyśmy żadnych zajęć. Martina przepraszała ze 100 razy i powiedziała, że dzisiaj chyba wszyscy mają zakręcony dzień... Także moi drodzy, w tym tygodniu z zajęć miałyśmy tylko włoski. W czwartek miałyśmy odrabiać marketing, jednak okazało się, że i ten został odwołany. Cały dzień miałyśmy dla siebie.
W piątek (25.03) byłyśmy na małych przedświątecznych zakupach, kupiłyśmy m.in taki chleb :D
Wieczorem, po godzinie 18:00 wybrałyśmy się na spacer. W efekcie wyszło nieco ponad 13 km :D dla nas to takie normalne. Ja osobiście uwielbiam chodzić :D
Odkryłyśmy nową plażę, generalnie byłyśmy w miejscach których wcześniej nie odwiedzałyśmy, już planujemy następne wyjścia,więc pozytywnie :D
Sobota (26.03), wczoraj - wieczorem najpierw udałyśmy się do sklepu z Karin a później przyszłyśmy do naszego pokoju i włączyłyśmy film, także na spokojnie bardzo :)
Dzisiaj (niedziela, 27.03) Wielkanoc, której nie obchodziłyśmy, no może poza podzieleniem się jajkiem (kinder niespodzianką :D)... Na 14:00 byłyśmy umówione z Karin, że idziemy na plażę no i w ogóle też trochę pochodzić.
Wecie... leżałam na plaży z zamkniętymi oczami, byłyśmy tam może już z 2 godziny. Przez ostatnie pare godzin idąc z uśmiechem na twarzy patrzyłam cały czas na to co mnie otacza...później leżałam na plaży z zamkniętymi oczami może z 20 minut, kiedy otwarłam po tym czasie wiecie co zobaczyłam?
Pięknie, prawda ?
Do następnego!
Katie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz