czwartek, 24 marca 2016

To już miesiąc ! NAKRĘCIŁYŚMY VIDEO! Wycieczka na Hvar!

Cześć !

Tak, tak, sama nie mogę w to uwierzyć ! Tydzień temu stuknął nam miesiąc odkąd jesteśmy w Chorwacji ! Czy ktoś mi może powiedzieć kiedy to minęło :o ! Nie mogę w to uwierzyć jak czas szybko leci !!

Z jednej strony minął AŻ miesiąc, z drugiej strony patrząc ile jeszcze mi zostało do wyjazdu to dopiero miesiąc! Co mnie niezmiernie cieszy, bo tak naprawdę to dopiero teraz pogoda się rozkręca! Aktualnie można już chodzić na krótki rękaw, jednak w cieniu kiedy zawieje nie ukrywam, że jest zimno :D Piszę to przede wszystkim dlatego, że wszyscy którzy śledzą mnie tutaj lub na snapie myślą, że mam tu nie wiadomo jakie tropiki... a tak naprawdę wcześniej były tylko pojedyncze dni kiedy było naprawdę ciepło. W każdym razie, czy jest ciepło czy zimno, nie chciałabym jeszcze wyjeżdżać, czuję, że nie skorzystałam jeszcze w 100% i że wszystko jeszcze przede mną :D

W ostatnim poście skończyłam na czwartku, także chcę wrócić jeszcze do piątku. W piątek wszyscy z Erasmusa spotkaliśmy się na bowlingu. Nigdy nie przepadałam za tym sportem, no ale jak integracja to integracja :D Muszę przyznać, że sala miała bardzo fajny klimat. Preferuję to niż kluby, puby czy dyskoteki. Latem mają być imprezy na plaży, już nie możemy się ich z Asią doczekać, na takie na 100% się wybierzemy :D No i na resztę imprez na świeżym powietrzu :D





W sobotę odbył się przełożony z zeszłego tygodnia piknik. Wszyscy mieliśmy spotkać się tam, gdzie ostatnio kończyła się gra miejska, więc na jakby I etapie Marjan Hill. Ekipa z akademika miała iść razem. Zeszłyśmy z Asią o umówionej godzinie jednak nikogo nie było, postanowiłysmy więc dojść same. Coby tradycji było za dość, nie znalazłyśmy wejścia na Marjan Hill tylko oczywiście nadrobiłyśmy 6 km. Generalnie chodziłyśmy po wzgórzu, przy prywatnych posesjach a nawet wchodziłyśmy na niektóre z nich, po prostu nie wyglądało to jak czyjaś posesja, więc wchodziłyśmy :D Miły starszy Pan pokazywał nam drogę (tłumacząc po niemiecku), później drugi po angielsku. W rezultacie nic nie wiedziałysmy, postanowiłyśmy po prostu zejść do miasta i spróbować jeszcze raz. Schodząc, okazało się że pierwsze schody na wzgórze po prostu minęłyśmy...Wcześniej byłyśmy tam tylko raz, więc możemy sobie wybaczyć :p Po czasie było już ponad pół godziny, wiec nawet nie liczyłyśmy, że w miejscu planowanego spotkania kogoś zastaniemy. Jednak postanowiłyśmy iść i dojść same na sam szczyt wzgórza. Doszłyśmy, okazało się, że ekipa z akademika nie wyszła zanim my zeszłyśmy, tylko okazało się, że to my byłyśmy zbyt punktualne i po prostu jeszcze nikogo nie było, jak zawsze dopisało nam nasze (nie)szczęście :D



Po zdjęciu załączonym powyżej widać jak ciepło było w miejscu w którym mieliśmy się spotkać, jednak około 400 schodów wyżej pogoda miała się nieco inaczej. Wiało tak, że miałam i bluzę i kurtkę. Nie do wiary, godzina różnicy a pogoda całkiem inna. jak zeszliśmy, oczywiście nadal było ciepło :D

Niedziela w zasadzie była leniwa, późno wstałyśmy, przeszłyśmy się do największej galerii w Splicie a później spotkałyśmy się z chłopakami z Kolumbii i Słowenii, dzień na tym w zasadzie się skończył.
Od poniedziałku zaczęłyśmy zajęcia, nic nadzwyczajnego. Przyzwyczaiłam już się do zajęć w j. angielskim, nawet już mi szkoda, że jak wrócę to zajęcia będą w j. polskim.
W ubiegłym tygodniu zaczęłyśmy również j. włoski. Bardzo ciekawe doświadczenie uczyć się j. włoskiego z j. angielskiego :D

W czwartek, postanowiłyśmy (ja, Asia i Karin) już nie tracić więcej słonecznych dni wyłącznie na chodzenie po mieście, wybrałyśmy się na plażę! Było świetnie, pogoda przepiękna! Udało nam się nawet pomoczyć nogi :)





W zasadzie do soboty nic nadzwyczajnego się nie działo... Wykłady, siłownia w ramach WF, wizyta w centrum handlowym, rekreacyjnie zajęcia na sali w akademiku. Miała być siatkówka jednak na końcu wyszło tak, że chłopacy grali w piłkę nożną na sali a ja z Asią ćwiczyłyśmy co pamiętamy z podstaw akrobatyki z I roku studiów :D

Sobota (19,03) tutaj już mogę więcej napisać! Ten dzień zaczęłam o 4.25 (a.m.), a dlaczego ?
W końcu wybrałyśmy się z Asia nakręcić długo wyczekiwany filmik :D Z akademika wyszłyśmy około 5.00. Na ulicach nie było prawie nikogo, jak na tą godzinę - było dość ciepło (z 10 stopni). KOCHAM CIĘ CHORWACJO ZA POGODĘ (pomimo tego, ze ostatnie 3 dni padało:D).
Cały filmik nakręcany był generalnie na Marjan Hill, końcowa część jedynie na Rivie. Wiele osób, które już widziały ten filmik (podlinkuję niżej) martwiły się o to, że część nagrania została zrobiona na poręczy. Tutaj małe sprostowanie. Pierwotnie nie miałam zamiaru tam stawać. Jednak w trakcie nakręcania stwierdziłyśmy z Asią, że mogę spróbować (był to mój pomysł). Z góry powiedziałam Asi, że wejdę tam z Jej pomocą i jeżeli nie będę czuła się pewnie to po prostu zejdę. UWAGA! Nie lubię robić czegoś nieodpowiedzialnego i wbrew sobie, dlatego uwierzcie mi, że gdybym choć trochę poczuła strach bądź czułabym się niepewnie na pewno bym tego nie zrobiła, wszystko w granicach rozsądku! Dlatego uważam, że jeżeli czułam się pewnie, nie bałam się i nie widziałam większego zagrożenia to po prostu nie było przeciwwskazań do tego, aby nakręcić tą scenę. Myślę, że zagrożenie było takie same jak możliwość zatonięcia promu którym płynęliśmy w niedzielę na wyspę Hvar czy jakiekolwiek inne zdarzenie losowe. Dowód ? Dotarłyśmy na końcu na sam szczyt Marjan Hill, tam było już naprawdę wysoko, poręcz była o wiele, powtarzam wiele szersza niż ta na poprzednia, a jednak tam nie zdecydowałam się nawet spróbować wejść, bo po prostu się bałam i wiem, że byłoby to nieodpowiedzialne. Nie bójcie się! Już 21 lat żyję na tym świecie i jeszcze sama sobie nigdy większej krzywdy nie wyrządziłam:)
Wyzwanie VIDEO zostało zakończone pozytywnie! Asia wcześniej nie miała nic wspólnego z nakręcaniem, jednak pare moich wskazówek + Jej własna intuicja, i co ? Myślę, że stworzyłyśmy coś naprawdę fajnego! Kocham takie pamiątki, kocham zdjęcia i kocham te video <3 ASIA bardzo, ale to bardzo po raz 100000000 Ci dziękuję, że zechciałaś poświęcić się i wstać tak wcześnie, przejść się te pare dobrych kilometrów ! <3
Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, filmik montowałam naprawdę krótko! O wiele krócej niż poprzedni-urodzinowy. Ten zajął mi może z 3 godzinki.... Jeżeli chodzi o sobotę to by było na tyle. Myślę, że nie ma sensu żebym tu wypisywała informacje typu: byłyśmy na obiedzie, siedziałyśmy trochę przy laptopach, poszłyśmy na kawę... przecież nie o to chodzi :D
Przejdę teraz do niedzieli (20.03), tutaj już bardziej ciekawie. Niedziela była dniem wycieczki na wspomnianą wcześniej wyspę Hvar.
Dzień zaczęłyśmy około 6:30(a.m.). Prom miałyśmy na 8:30, dojście do portu zajmuje nam około 45-50 min. Wyszłyśmy (ja, Asia, Nikola) trochę później niż zamierzałyśmy, jednak zdążyłyśmy i to nie na ostatnią chwilę :D Na miejscu czekał na nas Simon (chłopak z Słowenii).
8:30 weszliśmy na pokład, był to pierwszy nasz rejs w życiu (kiedyś pływałam tylko jakimś stateczkiem po Wrocławiu). Bardzo mi się podobało, jednak było zbyt wietrznie żeby siedzieć na zewnątrz.












Rejs trwał około 2 godzin. Kiedy już wysiedliśmy szliśmy po prostu przed siebie. Nikt z nas wcześniej tam nie był, więc nie pozostało nam nic innego jak odkrywać!
Na początku wybraliśmy się na brzeg morza, odpocząć. Wiem, dziwnie to brzmi, wysiedliśmy i już poszliśmy odpoczywać. Jednak z portu w Hvar do tego konkretnego kawałka brzegu było parę ładnych kilometrów. Chillowaliśmy około godziny, było mi dane nawet pomoczyć nogi, pomimo, że woda była dość chłodna.



Następnym punktem wycieczki były góry. Postanowiliśmy iść przed siebie i gdzieś dojść :D tak też się stało :D Na początku Simon zapytał się, czy idziemy krótszą trasą czy dłuższą. Jednogłośnie wybraliśmy krótszą... czego większość w trakcie żałowała. Krótsza 'trasa' prowadziła przez zarośla, krzaki,kamienie, głazy; generalnie po prostu poza ścieżką (a tyle razy się mówi o tym, że nie powinno schodzić się z trasy...:D) Biedna Asia miała tego dnia założoną sukienkę. Było to w niedzielę, dzisiaj mamy czwartek a jej nogi nie wyglądają dobrze :D ja miałam na szczęście długie spodnie z dziurami na kolanach, krzaki to wykorzystały, ponieważ i ja do dzisiaj mam szramę na kolanie :D Czy żałuję? ani przez chwilę nie żałowałam... Osobiście uważam, że zawsze powinniśmy wybierać te dłuższe, cięższe drogi w życiu, począwszy od zwykłego wejścia na wzgórze po życiowe drogi które będą rzutowały na resztę naszego życia. Btw takie wydarzenia pamięta się do końca życia! No właśnie, jeszcze nie wspomniałam, że na drodze napotkaliśmy w tych krzaczkach z 3 węże w sumie. Doszliśmy! Na górze znajdował się mały budyneczek z sakralnymi rzeczami oraz rozpościerał się piękny widok! było wart, definitywnie było warto! 


W razie jakby nie wszyscy wiedzieli, istnieje możliwość kliknięcia na zdjęcie w celu powiększenia, przy zdjęciu panoramicznym - wskazane :D










EKIPA

Kiedy zaopatrzyliśmy się w pamiątki, zeszliśmy na dół, jednak już normalnym zejściem :D Wtedy pozwiedzaliśmy główną atrakcję, którą było stare miasto.




Ze zdjęć starych kamienic itp. w sumie było by na tyle, gdzieś mi poginęły :( Do Splitu dopłyneliśmy około 20:00. I tak skończył się dzień.
Poniżej jeszcze pare zdjęć ogólnie z tygodnia.















Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na tą notkę, jednak tyle zaczęło się u nas dziać, że nawet nie wiemy kiedy zleciał ten pierwszy miesiąc... na nawet już 5 tygodni. Kończę na niedzieli, jutro jak tylko wstanę napiszę kolejną notkę, coby być na bieżąco:) Wstawię prawdopodobnie na koniec weekendu.
NA KONIEC ZAPRASZAM DO OGLĄDANIA DO FILMIKU O KTÓRYM WSPOMINAŁAM
polecam wejść w you tube i oglądnąć na większym ekranie :)




Postanowiłam zmienić trochę sposób prowadzenia tego swego rodzaju 'pamiętnika' jak i przekazu informacji dla Was, jednak wszystkiego dowiecie się wkrótce:)!

do następnego,

Katie



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz