sobota, 12 marca 2016

Wykłady, zajęcia... czyli schedule.

Witam wszystkich bardzo serdecznie!

Dzisiaj opowiem trochę o studiowaniu, w końcu tak naprawdę po to tu przyjechałam, choć przez 3 tygodnie pobytu tutaj jeszcze za bardzo tego nie odczułam :D.
Na początku należy wspomnieć, że Aspira to dosłownie malusieńka uczelnia, mieści się w niej może w sumie z 6 sal :D Także leszczyńska to kolos w porównaniu do tej naszej tutaj w Splicie.

Plan na marzec wygląda tak:


Jest to plan na marzec, zmieniał się już chyba z 3 razy. Tu coś przepadło, tam się przesunęły godziny a innym razem jeszcze okazało się, że dojdzie nam j. włoski.
Sprawa wygląda tak, że co miesiąc będziemy miały nowy rozkład zajęć. Jest to dla nas dość nietypowe, dlatego że jednak u nas w Polsce plan zmienia się co semestr a nie co miesiąc :D Cóż, trzeba się przyzwyczaić...
Tak jak już pisałam ostatnio, miałyśmy do wyboru w jaki sposób chcemy mieć prowadzone zajęcia. Skończyło się na tym, że marketing, zarządzanie i różne formy turystyki mamy jako indywidualne (mam na myśli siebie, Asię i póki co Karin) konsultacje a na j. angielski, j. włoski i WF uczęszczamy wraz z chorwackimi studentami.
Zajęcia w pierwszym tygodniu zaczęłyśmy od marketingu (International Marketing).  Marketing miałam już na swojej uczelni na III semestrze, bardzo nie lubiłam tego przedmiotu, w indeksie miałam po tym semestrze tylko jedną 3.5 i to właśnie z marketingu (pomimo, że trochę wiąże się z moimi zainteresowaniami) więc kiedy dowiedziałam się, że mam przyjechać do Chorwacji i uczyć się tego przedmiotu w j. angielskim, byłam sceptycznie nastawiona. Po pierwszym wykładzie, moje nastawienie zmieniło się o 180 stopni. Jestem w sumie w szoku, dlatego, że w zasadzie powinno być gorzej i trudniej a nie jest. Kobieta która prowadzi wykłady jest przesympatyczna (co oczywiście nie oznacza, że Pani z którą miałam wcześniej, nie była. Była przemiła również.), wykłady prowadzone są w taki sposób, że generalnie polegają na dialogu, luźnej rozmowie, tłumaczenie na wyrazistych przykładach itp. Przez ten semestr będziemy miały 2 kolokwia, z których zostanie wyciągnięta ocena końcowa.
Kolejny przedmiot to j. angielski (Business English), a w zasadzie 'dwa angielskie'. Pierwszy - typowo turystyczny (korzystamy nawet z tej samej książki co w PL) a drugi bardziej biznesowy- uczyliśmy się, jak na przykład napisać formalny e-mail. Są to w zasadzie dwa osobne przedmioty, za które będziemy miały dwie osobne oceny więc... ciekawa jestem jak to będzie z wpisami do indeksu, którą ocenę nam zaliczą (mam nadzieję, że lepszą :p)
Można również powiedzieć, że wiemy co nieco o zarządzaniu (International Management). Było to generalnie spotkanie organizacyjne. Rozmawialiśmy z prof. Mario Buble, od samego początku przedstawił nam własne obiekcje. Mianowicie wyraźnie widać było jego niezadowolenie odnośnie tego, że nasz j. angielski nie jest perfekcyjny (jego jest, tak twierdził). Hola, hola... przecież Erasmus przede wszystkim polega na poprawienie swoich umiejętności językowych... W każdym razie profesor stwierdził, że dla nas SPECJALNIE MUSI PRZEROBIĆ PREZENTACJĘ, żeby była dla nas zrozumiała i żebyśmy mieli o czym rozmawiać na zajęciach. Materiały zostaną przerobione, wstawione na Merlina, tam musimy je pobrać i poczytać, cobyśmy mieli o czym konwersować. Zapowiada się ciekawie...
Różne formy turystyki... nie wiem jak to dokładnie przetłumaczyć z ang. (Managament of Selective forms of Tourism). Te zajęcia miałyśmy z asystentką profesora (tak tu jest z wieloma przedmiotami, jak np. mamy ten przedmiot 2 razy w tygodniu, to raz zazwyczaj z asystentem a raz z prof.) to spotkanie też było organizacyjne. Dowiedziałyśmy się, że nie mamy się bać prof. jak  również jakie mamy zaliczenie u asystentki. A dokładnie; musimy wybrać temat, jakąś formę turystyki i napisać pracę wg klucza na 10-15 stron, oczywiście z bibliografią, źródłami itp. a co śmieszniejsze, nie będzie to ocenione, ocena z tego przedmiotu będzie jedynie z egzaminu u profesora.
Włoskiego jeszcze nie miałyśmy, wiemy póki co tyle, że będzie z tą samą kobietą z którą mamy biznesowy angielski.
Na koniec został W-F. Pierwsze zajęcia miałyśmy wczoraj. Josipa, który prowadzi te zajęcia poznałyśmy już dawno, pomagał nam na policji, kiedy musiałyśmy wyrobić OIB numer. Kolejny bardzo w porządku wykładowca. Na W-F dojść miałyśmy nieopodal uczelni, jednak jak na pierwszy raz ciężko było nam to znaleźć, dlatego zamiast błądzić, pomyślałam że lepiej będzie, jak pójdziemy najpierw do Aspiry i zapytamy gdzie to jest. Okazało się, że Josip był na uczelni a jako, że za 10 min wyjeżdża to mamy poczekać i pojedziemy z nim. Tak też było. siłownia jak siłownia, zaczęliśmy od cardio, później pokazał nam jak prawidłowo wykonywać ćwiczenia i tak minęło 1.5h.


Jeżeli chodzi o zajęcia, to w zasadzie byłoby na tyle. Wszystko póki co bardzo pozytywnie, no może za wyjątkiem zarządzania... ale to się jeszcze w sumie zobaczy. Jako że ten post chciałam poświęcić tylko i wyłącznie na temat uczelni zajęć itp. będę kończyć. Kolejny będzie pewnie za około dwa dni, nie chcę robić sobie przysłowiowych 'tyłów'.

Na koniec pragnę jeszcze wspomnieć o naszej Erasmusowej koordynatorce, w zasadzie powinnam była zrobić to na początku. Martina jest wspaniała, cały czas kiedy nie jesteśmy na uczelni mamy kontakt przez e-mail, bardzo nam pomaga, odpowiada na nasze meile nawet wieczorem, to miłe dlatego, że w zasadzie już jest po pracy. Kiedy jesteśmy na uczelni, zawsze pyta jak minęły nam dane zajęcia, czy czegoś potrzebujemy i wciąż powtarza, że jak będziemy miały jakieś pytania, w każdej chwili możemy się do Niej zwrócić. Bardzo, ale to bardzo pozytywnie:)!

Na koniec wrzucam jeszcze fotkę z zajęć.

Od lewej: ja, Asia i Karin:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz