Cześć :)
Od ostatniego postu minął tydzień. Dość ciężki tydzień dlatego, że i chora byłam/jestem i egzamin, także trochę się działo.
Wydarzyły się również 2 śmieszne sytuacje, chcę je opisać, żebym mogła do nich kiedyś wrócić i po prostu przypomnieć je sobie no i chcę również rozweselić Was :)
#3
W czwartek (28.04) podczas zajęć Martina przekazała nam, że tego samego dnia o godzinie 12:30 odbędą się tzw. 'guest lectures'. Są to po prostu wykłady jakichś osób, które przyjeżdżają najczęściej z różnych krajów i prowadzą wykład na dany temat. W minionym tygodniu była u nas Anke Maas, która jest dyrektorem który zarządza zasobami ludzkimi w sieci niemieckich hoteli LEONARDO. Opowiadała właśnie o hotelach o tym, że można aplikować o pracę lub praktyki.
Na koniec takich wykładów, zazwyczaj każdy gość chce mieć zrobione zdjęcie z całą grupą - wiadomo. Cała sala, wszyscy obecni podeszliśmy do niej. Żartobliwie mówiąc, powiedziała że teraz wszyscy mówimy typowe 'cheese' (jak zazwyczaj mówi się do zdjęcia), później dodała, ze w Niemczech mówią 'käse' i zapytała Chorwatów jak mówią, ktoś powiedział, że 'sir'. Na końcu zwróciła się do nas i zapytała jak mówimy w Polsce. Ja, długo się nie zastanawiając odpowiedziałam 'ciasto'. W tym momencie była cisza i Pani Anke na cały głos powiedziała 'ciaaaaaaasto' i dopiero po tym, ja Ona to niemalże wykrzyczała w ciszy, zdałam sobie sprawę z tego, co powiedziałam.... zaraz szybko się poprawiłam, że mówimy 'ser'... ale chyba tego już nie usłyszała. Nie pytajcie dlaczego tak powiedziałam... nie mam pojęcia, chyba dlatego, że w głowie zamiast sera miałam sernik. Ale dzięki tej sytuacji do końca dnia śmiałyśmy się z Asią :D
#4
Kolejna sytuacja, jednakże która wydarzyła się tak naprawdę wcześniej bo na zajęciach z selective form of tourism (selektywne formy turystyki, nie wiem czy tak to mogę przetłumaczyć). Owe zajęcia mamy niejakim prof. Stanko Geić. Jest to przemiły Pan, w wieku około lat 67-70. W ogóle o pierwsze to mamy ogromny respekt dlatego, że jest w tym wieku, a zna angielski. (Oczywiście nie mówię tu o native speaker, tylko po prostu się nauczył). Po drugie naprawdę zajęcia z nim to przyjemność. Zawsze prowadzimy konwersacje, bardzo luźne, nie tylko na tematy które musimy omówić. Przechodząc do sedna... Zapytał się nas, czy miałyśmy na zajęciach w PL z historii turystyki. Odparłyśmy, że tak. Po tym zadał pytanie z kim mieliśmy, więc wtedy odpowiedziałyśmy, że z dr hab. Alina Zajadacz po tym zapytał nas, czy możemy przetłumaczyć to na j. angielski. Ja w szoku, Asia w szoku. Myślę jak ja mogę przetłumaczyć czyjeś imię i nazwisko.. No ale dobra, próbujemy. Asia taka niepewna powiedziała 'hmmm... Alice....?' ja tak mówię hmmm.. to może ja spróbuję z nazwiskiem... ale jak tu przetłumaczyć nazwisko... i mówię ' surename.... something with eat,...hm... I can't translate this because it's o word.....' (Nazwisko... coś związanego z jedzeniem...hmm... nie jestem w stanie tego przetłumaczyć, dlatego, ze w angielskim nie ma odpowiednika tego słowa ). Pan Stanko patrzy na nas zdziwiony i mówi ' Ale chodziło mi o nazwę przedmiotu jaki miałyście.. no i my wtedy w śmiech... Chodziło mu po prostu żebyśmy przetłumaczyły 'podstawy turystyki', ale w pytaniu zabrzmiało to jakby poprosił o przetłumaczenie imienia i nazwiska :D Się uśmiałyśmy !:D
W tym tygodniu miałyśmy również egzamin, jeden z dwóch z zarządzania.
Zarządzanie mamy z profesorem Mario Buble i asystentem Dane Gaič. Z asystentem mamy wykłady zawsze co tydzień, bardzo pozytywnie ogólnie. Ale z prof nie mamy wykładów... Widzieliśmy się z nim (włączając w to egzamin) 4 razy. Pierwszy raz tak po prostu na 10 min, żeby porozmawiać itp. Drugi raz to tylko przeszedł i powiedział nam, że dzisiaj nie ma czasu więc nie będzie konsultacji. Kolejnych razy jak się okazało, też nie było. Raz napisał nam meila, że mamy przyjść i umówimy się na egzamin. Dziewczyny poszły, bo ja wtedy nie mogłam. Ogólnie miał nam wysyłać swoje prezentacje przetłumaczone na angielski, jednak na końcu wysłał nam jakąś książkę prawdopodobnie z e-learningu, więc nawet prezentacji nie chciało mu się tłumaczyć. Dziewczyny umówiły się na egzamin ustny. Na początku chciał od razu z całej książki ... no ale bez przesady, poszedł na ugodę i powiedział, że 'tylko' polowe musimy a drugą część w czerwcu. We wtorek byłyśmy jak w każdy wtorek na zarządzaniu u asystenta. Generalnie on coś innego nam wykłada niż prof.. Na koniec często sobie rozmawiamy (bo tu naprawdę takie RACZEJ luźne podejście jest). No i zapytałyśmy czy wie jakich pytań możemy spodziewać się na egzaminie u profesora, bo w książce jest MEGA szczegółowo no i nie są nam potrzebne jakieś szczególiki. Wziął tą książkę, popatrzył i pyta się a co my z nim na konsultacjach mieliśmy, a my odpowiadamy, że nic... bo żadnych zajęć nie było, a on w szoku. Powiedział nam mniej więcej, no i że takich szczegółów jak historia czy coś nie musimy na pewno znać. No to się ucieszyłyśmy, czegoś tam niby się dowiedziałyśmy. Tak na marginesie to powiedział nam jeszcze (zanim wiedział ze mamy egzamin niedługo) że niedawno studenci Chorwaccy mieli i z 24 osób tylko 4 zdały ... Gdzie oni mieli to w swoim języku ojczystym. Powiedział nam też, że następnym razem jak będziemy miały kolejny egzamin to porozmawia z nim i podpyta go na czym mamy się skupić. No ale dobra, przechodząc do sedna. W środę miałyśmy ten egzamin. Wszystkie 3 bardzo zestresowane. Przyszłyśmy... powiedział, że mamy pół godziny poczekać (bo musiał kawę wypić) i wtedy zaczęliśmy. Asia poszła pierwsza, później ja i na końcu Karin. Generalnie tragedia, pytał o wszystko ... Wszyściusieńko. Każda siedziała tak średnio 15 min. Cały czas jak zadawał pytania to scrollował na komputerze kursorem, więc było widać, że na bieżąco szukał pytań z tej książki. Jak później rozmawiałyśmy to generalnie każdej powiedział to samo ' to nie jest wystarczające, ale widać że coś tam się uczyłaś wiec zaliczone [uczyłam się 4 dni], następnym razem już tak nie będzie , musimy być lepiej przygotowane, to co nam wysłał to już jest najmniejsze minimum jakie musimy umieć, że generalnie to była tylko połowa książki i powinnyśmy się lepiej przygotować' To właśnie on był tym co do nas miał obiekcje na początku ze bardzo dobrze nie znamy angielskiego itp ... Do tego miał nam przerobić swoją prezentacje a dał jakąś książkę z internetu.. Niby się uśmiecha ale jakiś taki wewnątrz jest oschły i nie wiem w zasadzie jak go ocenić ... Ale mam mega stres nawet jak normalnie z nim rozmawiam. 70% tego stresu u nas to jego osoba, bo jak sobie wyobrażam, że miałabym to zdawać u Ivany od Marketingu to na pewno by tak nie było, tego stresu. Teraz załatwiamy, że chcemy mieć wykłady z zarządzania międzynarodowego (tak dokładnie nazywa się ten przedmiot), no naprawdę nie jest łatwo się nauczyć po angielsku ZARZĄDZANIA jak nawet nie mamy tych konsultacji. Tak więc na koniec historii mogę napisać, że raczej zarządzanie będzie tym przedmiotem, z którego nie będę miała dobrej oceny...
Nie posiadam adekwatnych zdjęć do tego postu, dlatego dzisiaj bez zdjęć.
Myślę, że kolejny pojawi się wcześniej niż za tydzień.
do następnego!
Katie!:D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz