W dzisiejszym poście znajdziecie relacje z minionej soboty. Postanowiłam opisać tylko i wyłącznie jeden dzień, dlatego, że działo się wiele...
Sobota była dniem, w którym Asia obchodziła swoje 22 urodziny. krótka relacja video z tego wydarzenia poniżej :)
Po krótkim świętowaniu w naszym pokoju udałyśmy się na stare miasto. Pierwszym punktem naszej wycieczki był punkt widokowy w Pałacu Dioklecjana St. Domnius' Bell Tower.
Wieża mierzy 60 metrów, wchodziło i schodziło się dość ciężko, dlatego, ze schody były dość strome. Jednak widoki wynagradzały wszystko. Jak to zawsze my, trafiliśmy również na bardzooo silny wiatr, więc przy pięknych widokach 'sprzyjało' nam również bardzo zimne powietrze.Jednak oczywiście było warto, ja zawsze uważam, że warto.
Kiedy już zeszłyśmy już z wierzy postanowiłyśmy udać się na kawę.
Ciekawym jest to, że w Chorwacji (słyszałam, że w innych krajach także, jednak ja spotkałam się z tym pierwszy raz) wraz z zamówioną kawą otrzymuje się szklankę wody. Dowiedziałam się że woda dodawana do zazwyczaj espresso (jednak w Chorwacji do każdego rodzaju kawy) ma za zadanie oczyszczenie kubków smakowych w jamie ustnej. Przepłukiwanie kubków ma pozwolić na rozkoszowanie się smakiem esencjonalnego espresso. Płukanie ma na celu usunięcie z kubków smakowych wszelkich pozostałości innych substancji smakowych. To reguła podobna do tej stosowanej podczas degustacji wina. Ja jednak tego nie praktykuję. Woda zazwyczaj nalewana jest z kranu, także nie ma dla mnie sensu przepłukiwania jamy ustnej wodą po której czuję w ustach posmak chloru... bo woda jest tutaj bardzo, ale to bardzo chlorowana.
Teraz generalnie już tego nie czujemy, przyzwyczaiłyśmy się. jednak na początku, za każdym razem kiedy brałam prysznic ja czy Asia czułyśmy powoń dokładnie taką samą jak na basenie, nie przesadzam :)
Wracając do soboty... kolejną atrakcją... przedziwną atrakcją którą chciałyśmy zobaczyć było muzeum żab. Jednak nie było to zwyczajne muzeum. Muzeum Żab z ponad pięciuset okazami wypchanych płazów w różnych pozach. Myślę, że była to jedna z najdziwniejszych rzeczy jakie kiedykolwiek widziałam. Żaby były w różnych sytuacjach życiowych, generalnie przypisanym ludziom. Nie można było robić zdjęć, zrobiłam, proszę bez hejtów :p...
Teraz generalnie już tego nie czujemy, przyzwyczaiłyśmy się. jednak na początku, za każdym razem kiedy brałam prysznic ja czy Asia czułyśmy powoń dokładnie taką samą jak na basenie, nie przesadzam :)
Wracając do soboty... kolejną atrakcją... przedziwną atrakcją którą chciałyśmy zobaczyć było muzeum żab. Jednak nie było to zwyczajne muzeum. Muzeum Żab z ponad pięciuset okazami wypchanych płazów w różnych pozach. Myślę, że była to jedna z najdziwniejszych rzeczy jakie kiedykolwiek widziałam. Żaby były w różnych sytuacjach życiowych, generalnie przypisanym ludziom. Nie można było robić zdjęć, zrobiłam, proszę bez hejtów :p...
Wyszłam z założenia, że jeżeli ktoś mógł zabić ponad 500 żab żeby zrobić taką wystawę, to dlaczego ja nie mogę zrobić zdjęć... A że zostały zabite specjalnie, wiemy. Pani nazwijmy przewodnik powiedziała, że mało prawdopodobnym jest to, żeby ktoś akurat znalazł 500 padniętych żab. Logiczne, nieprawdaż? W jaki sposób zostały zabite, nie dowiedziałyśmy się. Może faktycznie nie wiedziała, lub powiedzieć nie chciała...
Po jakże ekscytującej wystawie udałyśmy się do chińskiej restauracji. Każda z nas zamówiła osobne danie, czego później żałowałyśmy... nie, w zasadzie nie żałowałyśmy dlatego, że było pysznie. Po prostu wiemy, że następnym razem musimy zamówić mniej :) Jedzenie było naprawdę dobre cena była adekwatna jeżeli nie zbyt niska, bo naprawdę zapłaciłyśmy śmieszne pieniądze.
Przykład: mój cały talerz makaronu za 38 kun ( 21 zł ).
Po jakże ekscytującej wystawie udałyśmy się do chińskiej restauracji. Każda z nas zamówiła osobne danie, czego później żałowałyśmy... nie, w zasadzie nie żałowałyśmy dlatego, że było pysznie. Po prostu wiemy, że następnym razem musimy zamówić mniej :) Jedzenie było naprawdę dobre cena była adekwatna jeżeli nie zbyt niska, bo naprawdę zapłaciłyśmy śmieszne pieniądze.
Przykład: mój cały talerz makaronu za 38 kun ( 21 zł ).
Na pewno tam wrócimy niejeden raz!
Wieczorem miałyśmy jeszcze mały tour po Splicie... ale nie chcę wdrażać tego na bloga, dlatego uznajmy to za moment, w którym dzień dobiegł końca:)
Wieczorem miałyśmy jeszcze mały tour po Splicie... ale nie chcę wdrażać tego na bloga, dlatego uznajmy to za moment, w którym dzień dobiegł końca:)
Do następnego,
Katie:)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz