Minął kolejny tydzień a więc się do Was odzywam. Jak wszyscy dobrze wiemy niedawno były święta. Teoretycznie były. My z Asią ich nie obchodziłyśmy. Poniedziałek Wielkanocny przesiedziałyśmy w pokoju, złapałam się na tym, że tego dnia ani razu nie wyszłam z pokoju, a dlaczego? W końcu znalazłam wirtualny router wifi na laptopa, także już nie musimy wychodzić żeby połączyć telefon z internetem. Mi to pasuje, nie siedzimy nie wiadomo ile, dlatego, że jednak nie chcę żeby mój laptop chodził 24/h. Tak jak już wspomniałam wcześniej w poniedziałek był typowy #lazyday.
We wtorek zaczynałyśmy już zajęcia. Tego dnia Asia się źle czuła, więc namówiłam ją, żeby nie szła na Włoski, bo po prostu nie widziałam sensu, żeby się męczyła. Karin nie chodzi na Włoski więc szłam tego dnia więc sama. Kiedy wróciłam, Asia czuła już się lepiej. Wieczorem poszłyśmy jeszcze tylko na zarządzanie i to w sumie na tyle. Jak widzicie, na co dzień nie dzieję się nic nadzwyczajnego.
Również we wtorek dostałyśmy informacje od Martiny, że w tym tygodniu profesoricy od marketingu nie będzie. Ciekawa jestem, jak my to nadrobimy. Marketing miałyśmy póki co chyba z 2 razy. Dzięki tej informacji środę miałyśmy całkiem wolną.
Normalnie mamy też zarządzanie ze wspomnianym we wcześniejszych postach Mario Buble. Jednak jak dzisiaj się okazało i tych konsultacji nie będzie. Profesor wysłał nam jedynie część która będzie obowiązywała nas na egzaminie. Mamy przychodzić na konsultacje jedynie wtedy, kiedy będziemy miały jakieś pytania, także podejrzewam, że następny raz zobaczymy się na egzaminie.
We wtorek o godzinie około 20:00 spotkałyśmy się z chłopakami z Słowenii i Chorwacji. Spotkanie głównie odbyło się dlatego, że jak wcześniej myślałyśmy, Chorwat jest w klubie szybowcowym tutaj niedaleko. Chciałyśmy popytać o parę rzeczy itp. ale jednak na spotkaniu okazało się, że ten chłopak tylko po prostu mieszka koło lotniska szybowcowego i nic wspólnego z szybowcami nie ma :D
W środę (30.03) chciałyśmy wykorzystać wolny dzień i wybrać się w góry ( już od jakiegoś czasu mam ochotę na dłuższą wyprawę, z ekstremalnymi elementami). Rano jednak okazało się, że jest zbyt wietrznie i wycieczkę przesunęliśmy na sobotę. Jednak korzystając z dobrej pogody poszłyśmy na Rivę i wszystkie inne atrakcje wokoło. W sumie zeszło nam około 5 godzin.
Piątek (1.04) tego dnia wybrałyśmy się z dziewczynami, na pierwsze kąpanie w morzu :D Było świetnie, pomimo tego, że było straaasznie wietrznie i przez to zimno, to było wart to zrobić. Miałyśmy z dziewczynami mnóstwo śmiechu i zabawy. Najdłużej w wodzie siedziałam oczywiście ja z Asią. Pomimo tego, co wszyscy mówią, byłyśmy bez specjalnych butów. Stopy miałyśmy trochę pokiereszowane, jednak to nas nie powstrzymało . Było warto, zdecydowanie. Na pewno zapamiętamy to do końca życia, szczególnie, że miałyśmy małą publiczność - ludzi siedzących w kawiarni, nawet ponoć ktoś robił nam zdjęcia.
W ogóle nie pamiętałam, że Morze Adriatyckie jest tak słone :o
Wczoraj (02.04) udałyśmy się do pobliskiego miasteczka z pięknymi widokami! Ale na to poświęce osobny post, który powinien pojawić się na początku tygodnia!:)
Do następnego,
Do następnego,
Katie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz